Z Głosu Floriańskiego
Żywiec - Zabłocie
Siedemnastoletnia Holenderka Noa Pothoven, która wcześniej prosiła o eutanazję, zmarła na skutek zaprzestania leczenia i przyjmowania pokarmów i płynów. Ks. abp Vincenzo Paglia powiedział, że należy patrzeć na tę śmierć jako na porażkę ludzkości. – Jest to wielka porażka dla nas, dla Europy, dla krajów Europy Północnej, gdzie społeczeństwo jest rozwinięte, jest dobrobyt, bogactwo, a przy tym przerażająca samotność. Wszyscy jesteśmy coraz bogatsi, a zarazem bardziej samotni i podatni na zranienia. Jak to możliwe, że współczesne społeczeństwo nie jest w stanie odpowiedzieć na pragnienie miłości, które było w tej dziewczynie? –
    
    Noa była ofiarą molestowania i gwałtów. Cierpiała na depresję i anoreksję. Żyła w przekonaniu, że jej cierpienia są nie do zniesienia. Publicznie dzieliła się swoim cierpieniem, ubolewając, że Holandia nie potrafi się zatroszczyć o młodych z podobnymi problemami. Nasze społeczeństwa obierając do realizacji ideały materializmu i sukcesu za wszelką cenę nie dokonują trafnego i dobrego wyboru. Żyjemy w wielkim duchowym ubóstwie.
    
    Rośnie liczba samobójstw wśród młodych. W tym złym moralnie akcie człowiek uzurpuje sobie decydowanie o kresie ludzkiego życia. Dlatego nigdy nie należy zostawiać bez pomocy cierpiącego człowieka. Należy zawsze otoczyć go troską i miłością.
    
    Na podejmowanie tak desperackich decyzji może mieć wpływ wywierana presja środków kulturowych związanych z deprecjonowaniem wartości życia, z kulturą śmierci. Wyrazem kultury śmierci jest choćby aborcja, eutanazja a także samobójstwo wspomagane.
    
    Przeraża to, że młoda dziewczyna pisząc o swoim dramacie, tak naprawdę wołała o miłość i nikt jej nie potrafił pomóc. Takie samobójstwo jest wyrazem drastycznej samotności człowieka. To wołanie spotkało się z pustką.
    
    Samotność jest dziś domeną między 16. a 24. rokiem życia, czyli w wieku, wydawałoby się, najbardziej towarzyskim. W Japonii wyobcowani nastolatkowie nieopuszczający swoich pokoi, traktowani są jako ludzie chorzy. Sposobem na to ma być program „siostra do wynajęcia”. Rodzice tracący kontakt z dziećmi mogą skorzystać z pomocy specjalnie przeszkolonych wolontariuszek. Do czego to już dochodzi.
    
    Nasze państwo jest w czołówce tych krajów, gdzie młodzi ludzie chcą targnąć się na swoje życie, rośnie bowiem liczba prób samobójczych wśród młodzieży. Często przyczynami takiego stanu jest brak właściwych relacji rodzinnych. Coraz większy dystans między rodzicami a dziećmi wynika często z zapracowania rodziców, ale także przyczyną utraty dobrych relacji z rodzicami są coraz powszechniejsze rozwody.
    
    Dzieci nie radząc sobie z trudnymi sytuacjami, nie mając wsparcia swoich najbliższych, uciekają w świat wirtualny szukając tam pomocy. W ten sposób zwykle jeszcze bardziej pogłębiają się ich problemy. Często bowiem trafiają na portale patologiczne, które na przykład instruują, jak skutecznie popełnić samobójstwo.
    
    Żadna pomoc terapeutyczna nie będzie skuteczna, jeśli nie będzie wsparcia bliskich.
    
    Jednym z ważnych aspektów rosnącej liczby prób samobójczych jest odejście od wiary. Wiara w Boga pomaga łatwiej poradzić sobie z cierpieniem, pomaga też w przebaczeniu, co ma duże znaczenie dla osoby skrzywdzonej. Róbmy wszystko, aby młodzież nie odchodziła od wiary w Boga.

Zofia Bury
Doświadczenia XX w. świadczą o tym, że osiągnięcia nauki nie szły w parze z rozwojem moralności. Świadczą o tym historyczne dramaty – krwawe rewolucje i globalne wojny. Mimo tych doświadczeń uważamy, że postęp panował niezachwianie nad myślą ludzi, społeczeństw, narodów.
    
    W edukacji ciągle mówimy o postępie. Ocena w kategorii: nowoczesne – tradycyjne ( czyli stare, nieprzydatne) wyparła ocenę w kategoriach: dobre – złe. Mamy nowatorskie metody nauczania, a niestety, efekty pracy ciągle mierne. Działaniom nowatorskim zawsze towarzyszy relatywizm etyczny i kulturowy. Szkoła ma się stawać lekką, niewymagającą i niestety, coraz mniej uczącą. Przy uwadze skupionej na uczniowskich emocjach i uczuciach, zaniedbywane są wartości duchowe i prawdziwe potrzeby człowieka.
    
    Współczesny nauczyciel powinien być świadomy, że wielogodzinne przebywanie z uczniami czyni go, nawet poza jego wolą, postacią wzorcową – tak w dobrym, jak i złym jej wymiarze.
    
    Wielu nauczycieli, którzy w kwietniu opuścili dla strajku swych uczniów w trudnym przedmaturalnym okresie, nie potrafi nawet uchwycić głębi krzywdy, jaką wyrządzili wkraczającej w życie młodzieży.
    
    Uczeń pozostawiony samemu sobie niełatwo podejmuje odpowiedzialność za siebie i innych. Swoboda nie sprzyja wzrostowi. Niekontrolowane życie w gronie rówieśników pozostawia niejedną skazę na charakterze. Brak wyraźnych wymagań wystawia młodych na propozycje przyjemnościowe.
    
    Od nauczycieli wymaga się skomplikowanych ocen i zdobywania kolejnych stopni awansu zawodowego, zaś uczniów próbuje się pozbawić nawet ocen wyrażonych w stopniowej skali.
    
    Mitem jest, że człowiek rodzi się z gruntu dobry. Potrzebuje on dobrego wychowania. Wychowanie człowieka to wsparcie dla jego  prawidłowego rozwoju, a nie swobodna twórczość w zakresie kształtowania postaw głoszonych przez różnego rodzaju „postępowców”, jak ten, o potrzebie wczesnej edukacji seksualnej. Takie mity wyrastają wówczas, gdy zostają oderwane nauki pedagogiczne od prawdy o człowieku, od nauczycielskiego doświadczenia czy też zwykłego zdrowego rozsądku.
    
    - Dziś gubimy się w przestrzeniach wielości, sprzeczności, irracjonalności, oddalając się od prawdy – mówi pedagog, członek Narodowej Rady Rozwoju, Jolanta Dobrzyńska. – Akademie, a za nimi szkoła są transporterem ideologii. Stąd istnieje potrzeba zwrócenia się edukacji do realizmu. Realizm bowiem nakazuje patrzenie na rzeczywistość z pozycji sensu rzeczy i spraw.
    
    Szkoła jako instytucja jest dobrem społecznym. Jej misją jest rozwój moralny młodego człowieka jako cel wychowania i rozumność jako cel kształcenia.
    
    Szkoła jest dziś winna młodym przywrócenie zachwianej wiary w sens. Zwrot ku realizmowi winno rozpocząć przywracanie słowom ich prawdziwych znaczeń. Prawda to uzgodnione poznanie z rzeczywistością, a nie poglądy człowieka. Dobro to nie zachcianka, a piękno to nie moda lecz uniwersalna harmonia i doskonałość.
    
    Trzeba pomóc wychowankom nawiązać relacje z tym, co prawdziwe, słuszne, wartościowe. Jasno określać, co jest dobre, a co złe. Zgodnie z doświadczeniem uznać wysoką wartość bezpośrednich osobowych relacji nauczyciela z uczniami. W nauczaniu należy żądać od młodych ludzi nie tyle kreowania rzeczywistości, co jej poznania i doświadczania. Odrzucić odczucia i domniemania, a zaufać poznaniu zmysłowemu i intelektualnemu oraz zdobywanym doświadczeniom. Metody poznawcze winny wyprzeć myślowe spekulacje, a metody refleksyjne wziąć górę nad ekspresją.
    
    Trzeba by budować od nowa obalone fundamenty wychowania i nauczania.
    
    (Źródło: Jolanta Dobrzyńska: „Edukacja zbudowana na mitach”)

Zofia Bury
„Powtarzając dobrze znane i drogie sercu modlitwy: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu człowiek skupia się na rozważaniu tajemnic zbawienia i przedstawia Bogu za wstawiennictwem Maryi, potrzeby własne i całej ludzkości, prosząc Chrystusa o siły, by mógł bardziej konsekwentnie i wielkodusznie żyć Ewangelią. Kiedyś powszechny był zwyczaj codziennego odmawiania Różańca w rodzinie. Jak dobroczynne owoce przyniosłaby ta praktyka także dzisiaj! Maryjny Różaniec oddala niebezpieczeństwa rozpadu rodziny, jest niezawodną więzią jedności i pokoju”. - Św. Jan Paweł II – 1.X.1995 r.
    
    Św. Jan Paweł II  - jak sam mówił – ukochał modlitwę różańcową, był jej propagatorem. Zachęcał wiernych całego świata do jej odmawiania. Był przekonany, że modlitwa różańcowa jest tarczą obronną przed złem, że wzmacnia wiarę, dodaje sił w przezwyciężaniu przeciwności. Przez niego Maryja pomaga nam otworzyć się na moc Ducha Świętego, który może przemienić nasze życie.

    W dziesiątki Różańca możemy wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. W tajemnicach odzwierciedlają się momenty radosne, bolesne, chwalebne życia człowieka. I tak np. w tajemnicach radosnych widzimy radość rodziny, macierzyństwa, przyjaźni, wzajemnej pomocy. W tajemnicach bolesnych rozważamy poprzez boleści Chrystusa i Jego Matki cierpienia człowieka. W tajemnicach chwalebnych odżywają nadzieje życia wiecznego. W rozważaniach różańcowych jest dziękczynienie, radość, wielbienie Boga, ale i wynagradzanie za zniewagi, których tu, na ziemi, doznaje Chrystus i Jego Przenajświętsza Matka.
    
    Początki modlitwy różańcowej przypisuje się św. Dominikowi w XII w., ale odmawianie 150 wezwań modlitewnych, odliczanych na węzełkach lub kamykach było znane już wcześniej i praktykowane przez braci zakonnych i mniszki.
    
    Kiedy na południu Francji zaczęła się szerzyć herezja albigensów, wprowadzająca wielkie zamieszanie dla moralności i porządku społecznego, św. Dominik rozpoczął akcję katechizującą i modlitwę różańcową. Historycy twierdzą, że dzięki tej modlitwie ponad 100 tys. ludzi tkwiących w herezji, powróciło na łono Kościoła. Papież Pius V nadał modlitwie różańcowej mniej więcej obecny jej kształt. Za jego pontyfikatu w 1571 r. nastąpiło ocalenie Europy przez Różaniec przed nawałą turecką. Wówczas w całej chrześcijańskiej Europie modlono się na różańcu, organizując procesję.

    7 października niewielka flotylla wenecka i hiszpańska odniosła druzgocące zwycięstwo nad flotą turecką. Dowódca zwycięskiej floty pod Lepanto napisał: „To nie generałowie, nie bataliony czy oręż dały nam zwycięstwo, lecz Matka Boża Różańcowa”.
    Św. Ludwik Maria Grignion de Monfort był nazywany kaznodzieją różańcowym. Mówił on: „Nawet gdy jesteś na krawędzi potępienia, nawet gdy jesteś jedną nogą w piekle, nawet jeżeli zaprzedałeś swoją duszę diabłu, Różaniec wyjedna ci skruchę i przebaczenie grzechów”.
    
    Ludwik Pasteur, dyrektor Instytutu Badań Naukowych w Paryżu, jeden z największych naukowców XX w. i twórca nowoczesnej bakteriologii, każdego dnia odmawiał Różaniec.
    
    Matka Boża w Fatimie w 2017 r. usilnie prosiła, aby ludzie codziennie odmawiali modlitwę różańcową. Ludzie często patrzą na Maryję jako na ostatnią deskę ratunku, jakby chcieli powiedzieć: Maryjo, wszystkie metody zawiodły, zostajesz tylko Ty, która pomożesz rozwiązać mój problem.
    
    Zapraszajmy więc Maryję do swojej codzienności poprzez modlitwę różańcową.

Zofia Bury
„Dziecko czuje się księciem z bajki, gdy rodzice nie wymagają, a dają zbyt dużo”. - Katarzyna Moryc, pedagog.
    
    Moje dzieciństwo, a dzieciństwo moich wnuków, to dwa ogromnie odległe światy. Był to świat z lalką wypchaną trocinami i każdy niemal dostępny przedmiot wprowadzały pokolenie dzieciaków w świat baśni i fantazji. Już nawet gumowa piłka dla wielu dzieci była zabawką marzeń. Wspólnie z dziećmi z sąsiedztwa wymyślając zabawy, rozwijaliśmy swoje zainteresowania i talenty.
    
    Dziś rodziców stać, by zapewnić dzieciom bardzo dużo dóbr. Otaczają swe dzieci drogimi zabawkami i rzeczami, które dostarczają im dużo atrakcyjnych bodźców. Ale czy one rozwijają harmonijnie? Dziś już dziewięciolatek potrafi doskonale poruszać się w świecie wirtualnym we własnym drogim smart fonie, widział już pół świata w zagranicznych wojażach, bywał w ekskluzywnych hotelach, ale często nie umie nawiązać koleżeńskich relacji z rówieśnikami, nie umie w swoim pokoju zadbać o porządek.
    
    Dzieciom, szczególnie z bogatszych domów wydaje się, że skoro mają wszystko, to i mogą wszystko. Wielu nauczycieli doświadcza tego codziennie, zwłaszcza ich braku szacunku dla innych. Ten pęd, aby „mieć” udziela się i tym mniej zamożnym, którzy zrobią wszystko, aby ich dziecko nie odstawało od innych w sensie „mieć wszystko”. Wydaje mi się, że to bezsensowna droga donikąd. Bywa, że takie dzieci wyrastają w poczuciu, że wszystko im się należy. Traktują świat jak arenę, na której to one są najważniejsze.
    
    Nie powinno się dziecku stwarzać takich możliwości, aby pomyślało, że wszyscy są na jego usługach, a tak jest wtedy, gdy od niego nie wymagamy, gdy odpowiedzialność za jego niepowodzenia i słabe osiągnięcia zrzucamy na innych.
    
    W wychowaniu należy zachować równowagę między nauką odpowiedzialności i stawianiem wymagań i granic. Trzeba dawać alternatywę dla naszego komercyjnego świata i wyposażać dziecko w to, co najważniejsze – w system wartości. Jeśli dorośli mają ukształtowany system wartości i są im wierni, to będą potrafili przeprowadzić mądrze swoje dziecko przez życie i nawet dobrobyt nie będzie tu przeszkodą.
    
    Człowiek, który ma wszystko, a stracił wrażliwość i serce, nie będzie nigdy szczęśliwy. Gdzie rodzic empatyczny, tam i dziecko empatyczne.
    
    Rodzice nieraz sami popełniają błąd ucząc dzieci postawy roszczeniowej, bo chcą, aby ich dziecko miało więcej i lepiej od nich.
    
    Filozof Maria Tenerowicz pyta retorycznie, czy w ogóle może rozwijać się człowiek, który o nic nie musi się starać? –Staranie się o cokolwiek uczy wielu koniecznych w życiu umiejętności, począwszy od planowania, przez wysiłek, konsekwencję, zdobywanie nowych umiejętności, wyciąganie wniosków, aż po odczuwanie satysfakcji ze starania zakończonego sukcesem. W życiu dorosłym brak pewnych umiejętności nabywanych w dzieciństwie może stać się problemem.
    
    Każdy rodzic stara się swemu dziecku dać to, co najlepsze. Powinien jednak zastanowić się nad tym, czy wszystko jest dla niego dobre. Ktoś kiedyś powiedział: Nie spełniajmy dziecięcych marzeń, zanim zostaną one przez dziecko wymarzone.
    
    Przygotowujmy więc dziecko do trudów życia nie przez to, że cały dom i szkoła będą na jego usługach, ale przez naukę odpowiedzialności i stawianie wymagań.

Zofia Bury
„W ostatnich miesiącach ponownie mamy do czynienia z dużym szumem medialnym wokół tzw. „edukacji seksualnej”. Już to samo określenie sugeruje, że seksualność należy traktować jako pewien samodzielny, niezależny od innych obszar działania człowieka, w którym powinien on osiągnąć określoną sprawność. Tymczasem wyłączenie sfery seksualnej z kontekstu rodziny i przekazywania życia jest po prostu głębokim zubożeniem i zakłamaniem tej dziedziny, i jako takie nie powinno być przekazywane dzieciom”. - Janusz Wardak – niezależny doradca edukacyjny.
    
    Najbardziej efektywną komórką społeczną, w której przychodzą na świat i są wychowywane dzieci, jest rodzina. Rodzina jest też najlepszym miejscem, w którym dzieci powinny nauczyć się, czym jest miłość, rodzina, skąd biorą się dzieci i jak należy o rodzinę dbać. Odbywa się to poprzez przekaz słowny i przykład życia.
    
    W pewnym okresie życia dzieci pytają, skąd się wzięły lub skąd się wziął dzidziuś w brzuchu mamy, czy też co to znaczy, że jakaś pani jest w ciąży. Trzeba po prostu w tym wypadku taką rozmowę przeprowadzić używając języka zrozumiałego w zależności od wieku dziecka. Winno się używać słownictwa fachowego, bo chodzi tu o sprawy ważne i poważne. Odpowiadamy tylko na zadane pytanie, nie musimy pytań wyprzedzać i mówimy zawsze prawdę choćby to było dla nas krępujące.
    
    Dawanie przykładu miłości małżeńskiej rodziców to bardzo ważna sprawa, ważniejsza nawet od rozmowy. Daje ona poczucie bezpieczeństwa i jest wzorcem, według którego dziecko będzie budowało w przyszłości swoje dorosłe relacje. Dlatego niezmiernie istotne jest, aby widziało ono rodziców, którzy się przytulają, całują, pomagają sobie wzajemnie, są dla siebie mili i uśmiechnięci. Jeśli dziecko jest przypadkowo świadkiem jakiejś kłótni, winno też widzieć wzajemne przebaczenie.
    
    Wielką pomocą w wychowaniu do życia w rodzinie jest tak niemodna dziś cnota wstydliwości. Pomaga ona człowiekowi odróżniać to, co intymne i chronić tę sferę przed innymi.
    
    Najważniejsze zadanie w przygotowaniu do życia w rodzinie ma sama rodzina, ale potrzebuje ona wsparcia innych instytucji, takich jak szkoła czy Kościół. Trzeba tylko pamiętać o zasadzie pierwszeństwa rodziców w wychowaniu i spójności wychowawczej. Dziecko powinno ze wszystkich stron trafiać na spójny, taki sam przekaz dotyczący wartości, a jego kierunek powinni wyznaczać rodzice.
    
    Cała edukacja od przedszkola po  studia wyższe ma przygotować młodego człowieka do dorosłego życia. Niezwykle istotnym elementem tego życia jest umiejętność współżycia w różnych grupach społecznych i budowania relacji, w tym tworzenie i utrzymywanie relacji rodzinnych. Szkoła ma wspierać w tym zadaniu rodzinę.
    
    Bywa jednak tak, że szkoła chce na własną rękę przekazywać wartości przeciwne, niż życzy sobie tego rodzina, a wartości, jakie przekazuje rodzina odrzuca, a nawet ośmiesza. Nic gorszego dla młodego człowieka, niż spotkać się ze sprzecznymi komunikatami Dlatego szkoła i Kościół mają współpracować z rodzicami w wychowaniu dzieci do dorosłego życia. Kościół doskonale uzupełnia temat przekazywania życia o jego wymiar moralny, który pomaga odnajdywać się w świecie, w którym istnieje ogromny chaos w tej dziedzinie.

    (Źródło: Janusz Wardak: „Wychowanie  do życia w rodzinie”)

Zofia Bury
„Pozornie byliśmy normalną rodziną. Moi rodzice są wykształceni, ojciec pracował, dobrze zarabiał, mama postanowiła poświęcić się dzieciom. Mam pięcioro rodzeństwa. Popełnili jednak mnóstwo błędów wychowawczych. Owoce są takie, że mam koszmarne wspomnienia z domu rodzinnego. Ani ja, ani moje rodzeństwo nie możemy mówić o sobie jako o szczęśliwej rodzinie. Naszym marzeniem było uciec z domu jak najszybciej, nie wracać; zadawaliśmy sobie zbyt wiele ran. Żadne z nas dzieci, mimo że jesteśmy dorośli – nie założyło rodziny, bo nam się kojarzy tylko z kłótniami rodziców w domu”.
    
    Opisane wspomnienia dotyczą osoby, która wzrastała w dobrze sytuowanej, wielodzietnej rodzinie, w której pozornie wiele mogłoby sprzyjać prawidłowemu formowaniu się dzieci.  Jednak zaburzony fundament wychowawczy sprawił, że rany dzieciństwa ciągną się za nimi w dorosłe życie.
   
    Jakie więc błędy najczęściej popełniają rodzice?
    
    Jednym z nich jest przerzucanie odpowiedzialności za wychowanie potomstwa. Dotyczy to zwykle starszego rodzeństwa. Jeśli rodzice obarczają winą za niepowodzenia czy złe zachowanie dzieci starsze rodzeństwo i wmawiają im, że to ich wina, popełniają kardynalny błąd. Często dziś rodzice są skłonni wszystkich oskarżać za swoje zaniedbania i niepowodzenia wychowawcze: państwo, media, złych nauczycieli – tylko nie siebie.
    
    Brak możliwości porozmawiania dziecka z rodzicami o ich problemach, niedostępność rodziców, to jeden z błędów wychowawczych. Czasem rodzice bagatelizują problemy dziecka uznając je za tak błahe, że nie warte uwagi i rozmowy, a dla młodego, niedoświadczonego człowieka to problem nie do pokonania.
    
    Brak refleksji nad konsekwencjami swoich wyborów, rozdźwięk między oczekiwaniami rodzica a zachowaniami dziecka rodzi w każdej ze stron agresję i coraz bardziej zamyka na dostrzeżenie prawdziwych powodów zaistnienia niepowodzeń.
    
    Jedną z przyczyn – bardzo ważną złych relacji w rodzinie jest zła jakość relacji małżeńskich między rodzicami. Owocem braku zrozumienia między małżonkami są częste kłótnie. Często rodzice nie mogą się dogadać między sobą, co dzieciom wolno, a czego nie. Występuje też krytyka wobec dzieci decyzji drugiego rodzica, co ma ogromnie zły wpływ na kształtowanie kanonu wartości. Brak zgody między rodzicami budzi w dzieciach, szczególnie w wieku dorastania, gniew i frustrację. Jeśli rodzice nie pokażą dzieciom, jak się dogadywać między sobą, to i rodzeństwo nie będzie umiało się dogadywać.
    
    Zdarza się, że rodzice obarczają swe dzieci swoimi problemami i konfliktami w czasie, gdy nie są one zupełnie przygotowane do tego rodzaju próby, czyli rozwiązywania trudnych problemów. W ten sposób rodzice gaszą poczucie beztroskiego dzieciństwa, wywołując poczucie winy za kłótnie i brak zrozumienia.
    
    Rodzice czasem w obawie, że dzieci opowiedzą innym o ich konfliktach, zabraniają im kontaktów z rówieśnikami. Chcą uchodzić wobec innych za idealnych rodziców, a dzieci każdy fałsz widzą czy wyczuwają. W takiej atmosferze trudno o prawidłowy rozwój dzieci.
    
    Młodzi w takiej sytuacji zamykają się w sobie i są zbuntowani, nie potrafią cieszyć się życiem i okazywać radości. Nie potrafią odnaleźć się w kontaktach z rówieśnikami, uchodzą bowiem za zamkniętych w sobie i ponuraków. Otoczenie uważa, że ci młodzi mają problemy z dojrzewaniem, a tak naprawdę to problemy mają ich rodzice i zarażają nimi dzieci.
    
    Wymienione problemy mogą wystąpić w wielu tak zwanych normalnych rodzinach, w których poziom materialny nie odbiega od przyzwoitego, nie ma mowy o nałogach i małżonkowie żyją w sakramentalnych związkach. Normalności jednak zabrakło, gdy zaburzony został fundament – jedność i miłość między małżonkami, gdy zabrakło spójnej wizji wychowawczej.

    (Źródło: Ks. Sławomir Kostrzewa: „Rany dzieciństwa”)

Zofia Bury