Z Głosu Floriańskiego
Żywiec - Zabłocie
Wakacje  -  upragniony czas dla dzieci i młodzieży jest okazją do aktywnego lub biernego odpoczynku po trudach szkolnych i studenckich, oderwania się od codziennych obowiązków. Jest też okazją do zorganizowania tego wolnego czasu, aby nie był czasem nudy i zniechęcenia. Nuda bywa często bardzo złym doradcą i może prowadzić do niemądrych zachowań.
  
     Jest wiele sposobów do zorganizowania sobie tego wolnego czasu. Młodsi zwykle wyjeżdżają na wakacje razem z rodzicami, zwiedzają świat, poznają inne obyczaje i warunki życia i czerpią z bogactw natury. Rodzice starają się też zorganizować im pozostały czas wakacji lub też pozostawiają ich sam na sam z ich smart fonami i telewizją, a często z nudą, która pcha ich w mało wartościowe spędzanie czasu, a nawet niebezpieczne dla nich.
    
    Część starszej młodzieży idzie do pracy, aby zarobić sobie na wymarzony wyjazd w gronie znajomych lub na studia. Zarobiony przez siebie pieniądz uczy ich mądrego wydawania i oszczędności; poznają wartość pieniądza przez pryzmat włożonego wysiłku do ich zdobycia.
    
    Niemałe grupy młodzieży wyjeżdżają na obozy sportowe, a należący do skautów wybierają obozy harcerskie. Możemy postawić pytanie, jaką rolę spełniają takie obozy?
    
    Obozy sportowe uczą dyscypliny i wysiłku w realizacji swoich marzeń, rozwijają tężyznę fizyczną, uczą pracy zespołowej, a jednocześnie zdrowej rywalizacji sportowej.
    
    Dłużej zatrzymam się przy obozach harcerskich.
    
    Skauci Europy to jeden z trzech głównych ruchów harcerskich działających w Polsce. Dzielą się na trzy gałęzie: wilczki (8 – 12 lat), harcerki i harcerze (12 – 17 lat), przewodniczki i wędrownicy (powyżej 17 lat).
    
    Harcerstwo to niesamowita przygoda. Działa w duchu wspólnoty, koleżeństwa i służby. Dziś, kiedy mentalność młodych ludzi tak często się zmienia, to ogromna wartość, fundament, na którym można oprzeć swoje życie.
    
    Obóz harcerski to ogromne wyzwanie dla młodego człowieka. Organizowany zwykle z dala od wielkiej cywilizacji, w trudnych warunkach, bez wygód, to okazja do kształtowania charakteru, przeżycia wspólnoty, do pogłębienia wiedzy historycznej, do pogłębienia wiary. Każdy skaut może wybrać technikę, w której chce się doskonalić. Sprzyja temu fakt, że podczas obozów skauci zwykle sami troszczą się o wszystkie swoje potrzeby. Jest to najlepsza droga przygotowania młodych do dorosłości i odpowiedzialności. Jest to też miejsce formacji duchowej. Celem formacji jest wychowanie młodego człowieka na energicznego i zaangażowanego patriotę, człowieka oddanego w służbie drugiego  człowieka. Skauting formuje charakter, uczy zmysłu praktycznego, aby łatwiej było poradzić sobie w życiu, przygotowuje do służby. Prowadzi też młodych ludzi do Boga, buduje poczucie jedności.
    
    Tę jedność buduje między innym poprzez wspólną pracę i zabawę. W ramach gier i zabaw trwa rywalizacja, która sprawdza poziom opanowania technik harcerskich. Gry zawierają elementy wychowawcze i sprawnościowe, uczą np. niesienia sobie wzajemnej pomocy. Uczą też historii i właściwego obcowania z przyrodą. Prawo harcerskie mówi, że harcerz jest przyjacielem wszystkich i bratem dla każdego innego harcerza. To przesłanka do zdrowej rywalizacji.
    
    Warto, aby dzieci i młodzież angażowała się w działalność harcerską. Taka młodzież na pewno nie trafi do grup  młodych, dla których podczas wakacyjnych wyjazdów priorytetem jest totalny luz obyczajowy, dla których nie ma dobrej zabawy bez alkoholu czy innych używek, dla których skosztowanie dopalaczy staje się konieczną modą.
    
    A statystyki są wciąż nieubłagane. Zwiększa się spożycie alkoholu przez młodych ludzi, obniża się wiek sięgania po alkohol a także narkotyki, ciekawość pcha coraz młodszych do skosztowania dopalaczy, a ich skutki są często dramatyczne.
    
    Kierujmy swoje dzieci do takich wspólnot, które nauczą ich życia w odpowiedzialności za siebie i innych i w służbie drugiemu człowiekowi.

Zofia Bury
Pewna mama dorosłych już córek i nastoletniego syna stwierdza, że dziś zdanie rodziców nie ma żadnego znaczenia w życiu dzieci. Nie da się z nimi rozmawiać.  Przesiąknięci informacjami telewizji, prasy młodzieżowej, Internetu, filmu, które wyznaczają im ich świadomość i mówią, jak mają żyć i w co wierzyć, nie przyjmują żadnych, nawet najżyczliwszych uwag i argumentów. Wydaje im się, że tylko ich myślenie ma sens i postępowanie zgodne z tymi pomysłami przyniesie im upragnione szczęście. Młodzi są przewrażliwieni na temat własnej wolności, choć to ten styl życia jest im narzucany przez modę i wszechobecną liberalną ideologię.
    
    Wydaje mi się, że dialog z dorosłymi czy dorastającymi dziećmi jest bardzo trudny, a nawet prawie niemożliwy, jeśli nie przygotowaliśmy dzieci do szczerego komunikowania się  od najmłodszych lat.
    
    W wychowaniu, które jest procesem związanym ze wzrostem i rozwojem, również sposób komunikowania się musi podlegać rozwojowi, gdyż dialog staje się szczególną umiejętnością i ważnym czynnikiem życia. Dialog nie jest celem, ale środkiem. W dialogu istnieje szansa na wzajemne odkrywanie siebie i otaczającej nas rzeczywistości.
    
    Rozwój cech charakteru dorosłego człowieka zależy od tego, jakie warunki do tego rozwoju stworzą mu rodzice, czy sami zaangażują się w to wychowanie, czy pozostawią ten wpływ środkom masowego przekazu i grupie rówieśniczej.
    
    Nie każde posługiwanie się mową staje się od razu rozmową. Zachęcajmy dzieci, by zaczęły mówić o swoich uczuciach, przeżyciach i problemach. A takie mają już dzieci przedszkolne. Niech codziennie opowiedzą rodzicom swoje przeżycia z przedszkola. Dowiemy się już wtedy wielu ciekawych rzeczy o naszym dziecku – co jest dla niego problemem, o czym marzy, bo koleżanki to mają, jakie zachowania mu się podobają, a jakich nie toleruje. To już wówczas jest czas na korektę jego myślenia, postrzegania świata i innych ludzi, kształtowania się jego przekonań. Jest to wtedy o tyle łatwe, że jest to okres w życiu dziecka, kiedy to mama i tata są autentycznymi autorytetami dla niego. Z biegiem lat będzie to coraz bardziej trudne, a jeśli dziecko nauczymy dzielenia się z nami swymi problemami i uczuciami, jest nadzieja, że i w przyszłości, w trudnym okresie dojrzewania potrafimy dotrzeć do serca i umysłu dziecka.
    
    W dialogu trzeba dążyć do poznania prawdy o drugiej osobie, dać szansę na wzajemne wysłuchanie i pozwolić , by jej słowa do nas przemówiły. Wykorzystując dialog wychowawczy powinniśmy umieć stosować go jako ciągłą wymianę myśli. Nie występujmy tylko w roli nadrzędnej z decydującym głosem, niech dziecko też ma możność wypowiedzenia swego stanowiska, dochodzenia do kompromisu stanowisk,  byle z poszanowaniem wartości, którym winniśmy być wierni. W rozmowie używajmy perswazji i mocnych argumentów.
    
    Dialog jest niezbędny, gdy dziecko ma odnaleźć własny życiowy cel, odkryć swoje życiowe pasje i powołanie. Świat wartości stoi przed nim otworem i to do nas  - dorosłych w dużej mierze zależy, jaką drogę wybierze.
    
    Wychowywać to przede wszystkim szanować i rozwijać godność człowieka. Sprzyja temu obdarzanie szacunkiem, wspólne uzgadnianie reguł i zasad, ochrona intymności i docenianie nawet najmniejszych osiągnięć. Realizacja lub brak realizacji tych celów popycha lub strąca młodego człowieka z drogi dialogu, umożliwia mu czynne stawanie się uczestnikiem własnej przyszłości albo jedynie być jej biernym obserwatorem.
    
    Kontakt pomiędzy rodzicami a dziećmi nie może się ograniczać tylko do sfery materialnej. Nie mówmy nigdy dziecku „później”, „teraz nie mam czasu”, „poczekaj”, bo czas nie wraca, a później możemy tylko bezradnie rozkładać ręce, że na nic nie mamy wpływu.

Zofia Bury
Serca nastoletniej młodzieży wypełnione są pragnieniami. Każdy z nastolatków marzy o wolności, wspaniałej miłości i szczęściu, o sukcesach i pięknym życiu bez cierpienia.  Młodzi wierzą, że te pragnienia są w stanie zrealizować. Każdy młody uważa, że ma swoje zdanie i nie pozwoli się zniewolić. Buntuje się przeciw wszelkim nakazom i zakazom, rodzicom nader często powtarza, że nie mają prawa  „ więzić” go w domu, ograniczać czasu na kontakty z rówieśnikami, zabraniać przyjaźni z kim chcą i jak chcą. Gdy wokół tworzy się wianuszek znajomych, czują się wspaniałymi. Nie dostrzegają swych ujemnych cech charakteru, swego częstego zachowania na pokaz, postaw pozerskich, byle zwrócić na siebie uwagę. Myślą, że w tym co robią, są oryginalni, chcą być oryginalni i wspaniali, godni zainteresowania i podziwu.
    
    Nie zawsze jednak takie mniemanie o sobie jest prawdziwe. Przecież życie jest nie tylko pasmem sukcesów, ale i porażek. Może okaże się, że pierwsza miłość, która miała być, zgodnie z wyobrażeniami, aż po grób, kończy się tak szybko, jak się zaczęła, że „ukochany” okaże się zwykłym draniem szukającym przygód miłosnych i kolekcjonuje ilość podbitych serc. Jakże wtedy, kiedy serce zostało zranione i pogrążyło się w rozpaczy, blisko jest do sięgnięcia po narkotyki czy dopalacze, może kojenie swej zranionej duszy w alkoholu. To szukanie sposobu na przetrwanie, szukanie ulgi. Wiadomo, że to nie są sposoby na podniesienie się z porażki; jest to początek dalszego upadku. Trzeba przecież grać silną (silnego), więc trzeba sięgać po coraz to silniejsze środki, które też są przyczyną jeszcze większego bólu. Nie pomogą tatuaże, mocniejsze ćpanie. Powoli umierają pragnienia pięknej miłości, wolności, do stania się kimś ważnym, podziwianym. Po kolejnych zawodach miłosnych czy nie udanych próbach realizacji wymarzonych planów, może przyjść ta myśl najgorsza, brak sensu i celu życia, a więc pozbawienie się życia.
    
    W Polsce rośnie liczba samobójstw nastolatków. Człowiek kładzie kres swemu życiu, gdy okropności życia w jego subiektywnym spojrzeniu zaczynają przeważać  nad okropnością śmierci.
    
    Samobójstwo to wielka tajemnica, wielka niewiadoma, trudno tu pojąć źródło takiego kroku. Człowiek dotknięty poczuciem beznadziei, może działać pod wpływem chwili. A młody człowiek zachowuje się często przesadnie, bezsensownie. Sam tego nie rozumie, gdyż źródła tych zachowań leżą w procesach biochemicznych organizmu, które zachodzą w tym trudnym okresie dojrzewania. Przecież wynikiem tych przemian są różne stany psychiczne i emocjonalne: od pobudzenia przez rozdrażnienie, przygnębienie, smutek, aż po depresje i lęki. Nastroje te pojawiają się i znikają bez większych powodów.
    
    Kiedy dziecko znajduje się w wieku dojrzewania, bardzo ważne jest dbanie o utrzymywanie za wszelką cenę z nim kontaktu. Trzeba szukać okazji, aby pobyć z dzieckiem. Wspólna praca, zakupy, majsterkowanie, realizacja hobby to okazje, aby utrwalić więzi z dorastającym dzieckiem. Wspólny czas urlopowy sprzyja takim więzom. W rozmowie należy zachować wiele taktu i delikatności. Nie należy prowadzić drażliwych dyskusji. Młodzi potrzebują dużo wsparcia i czułości pomimo, że się tego wstydzą.

Zofia Bury
„Młodzi potrzebują miłości, bliskości, zrozumienia i wsparcia. A ponadto przestrzeni na samodzielność i samostanowienie”.
    
    Okres dojrzewania to okres burz i przemian, gwałtownego wzrostu, rozwoju układu nerwowego i dojrzewania płciowego. Zmiany te zachodzą bardzo dynamicznie. Młody człowiek znajduje się w takim okresie przejściowym – to już nie dziecko, ale jeszcze nie dorosły. Zmienia się jego sposób patrzenia na świat, zmienia się jego ciało i przeżycia emocjonalne. Pojawiają się lęki i obawy, niezrozumienie samych siebie. Rozwój emocjonalny postępuje wolniej niż rozwój seksualny, co powoduje, że nastolatek ma kłopoty z poradzeniem sobie z występującym napięciem.  Występuje wówczas tzw. presja biologiczna oraz zewnętrzna pochodząca z grupy rówieśniczej. Musi on więc zaakceptować własną płeć, przyjąć zdrowy model roli płciowej i nauczyć się kierować własną seksualnością. Wynika stąd pozyskiwanie umiejętności nawiązywania relacji z drugim człowiekiem, dzielenia się z nim swoimi przeżyciami, uczuciami, wątpliwościami i problemami.
    
    Jedną z faz dojrzewania jest bunt. Pomaga on nastolatkowi w oderwaniu się od rodziców i usamodzielnianiu się. Jest to faza najtrudniejsza dla rodziców, a najbardziej niebezpieczna dla młodych. Okazując swą niezależność od rodziców, zwracają się w stronę grup rówieśniczych oraz eksperymentują, szukając własnej tożsamości. Grupa rówieśnicza staje się dla nich takim lustrem, w którym mogą zobaczyć siebie, kim są. Tam też mają możliwość dzielenia się swymi uczuciami i przeżyciami oraz swą wrażliwością.
    
    Chociaż więzi z rodzicami rozluźniają się, to jednak wyniesione z rodziny doświadczenia owocują, i to tak w dobrym, jak i złym kierunku. Jeśli dziecko od urodzenia widziało w swojej rodzinie dobry przykład, wzajemną miłość i szacunek tak między rodzicami, jak i w stosunku do dzieci, wzajemne zaufanie i odpowiedzialność, to te postawy będzie się starało w swoim życiu naśladować, bowiem kręgosłup moralny jest kształtowany w rodzinie poprzez wychowanie i naśladowanie. Aby ten przekaz był pozytywny, winny być w rodzinie zaspokajane potrzeby poszczególnych jej członków, winno panować ciepło emocjonalne i towarzyszenie dziecku w jego rozwoju. Dziecko wychowywane w takiej atmosferze ma też wysoką samoocenę, jest więc mniej podatne na presję grupy rówieśniczej.
    
    Problemem jest w tym okresie przedwczesna inicjacja seksualna. Młodzi kierują się tu ciekawością, presją rówieśników oraz, niestety, aprobatą ze strony wielu młodzieżowych pism. Dlatego przed takimi pochopnymi decyzjami winni chronić rodzice przez szczerą i serdeczną rozmowę ze wskazaniem skutków takich decyzji. A wiemy, że skutki takich pochopnych decyzji są niebagatelne i dotyczą wielu sfer życia.  Wśród nich można wyróżnić błędne rozumienie miłości, jako tylko i wyłącznie satysfakcji seksualnej i brak powiązania tego aktu z odpowiedzialnością za drugiego człowieka.
    
    Zagrożeń związanych z przedwczesną inicjacją jest wiele. Warto, by młodzi ludzie zdawali sobie z nich sprawę, zwłaszcza, że zbliżają się wakacje i jest to okres  sprzyjający rozluźnieniu norm etycznych, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Przypadkowa i wczesna inicjacja seksualna to możliwość różnego rodzaju zakażeń, co może skończyć się bezpłodnością czy innymi chorobami.
    
    Młodzieńczy bunt może pociągnąć również inne zagrożenia, m.in. sięganie po alkohol, narkotyki, dopalacze, ucieczki z domu. Rodzice zatem winni starać się w tym okresie stworzyć bliską więź z dziećmi i dobre relacje, aby zminimalizować czyhające zagrożenia. Do nawiązania głębszych relacji konieczna jest wzajemna szczerość i otwarcie. Trzeba dosięgnąć głębi każdego problemu, przeanalizować motywy, poruszenia wewnętrzne, które kryją się za naszymi decyzjami, sposobem bycia i postępowania.

Zofia Bury
Obchodzimy 100. rocznicę niepodległości Polski. W te obchody wpisuje się Dzień Pokuty, wyznaczony na 30 czerwca w Gietrzwałdzie. To okoliczności historyczne i treść objawień Matki Bożej sprzed 140 lat spowodowały, że na Dzień Pokuty wybrano Gietrzwałd.
    
    W czasie objawień Polska była pod zaborami. Te objawienia, wypowiedziane do dzieci w języku polskim, miały ogromne znaczenie w drodze do niepodległości. Objawienia Maryi w Gietrzwałdzie zapoczątkowały pewien proces, niezwykle ważny w wymiarze duchowym narodu. Odnoszą się one do tego, co moglibyśmy nazwać wolnością wewnętrzną. To był apel, aby zerwać z nałogami, uwolnić się od grzechów, od zła, które zniewala. Była to droga od wolności wewnętrznej do wolności zewnętrznej. Taką drogę wyznaczył Papież Pius IX w słowach skierowanych wcześniej do Polaków, uczestników narodowej pielgrzymki do Rzymu w 1877 r. W przemówieniu usłyszeli Polacy istotną myśl, żeby zadbali o duchową wolność, żeby tęskniąc za wolnością zewnętrzną i dążąc do niej, nie zapominali o wewnętrznym wyzwoleniu, które jest podstawą każdej wolności. Chodzi tu o zerwanie z nałogami, z grzechami, które dewastują życie społeczne.
    
    Pijaństwo, rozwiązłość, zaniedbania w wychowaniu młodego pokolenia, brak troski o rodziny, o powołania kapłańskie, brak pobożności, brak modlitwy – to są wyzwania, które wypływały ze słów Matki Bożej.
    
    Dróg do wolności było wiele. Była droga walki – militarna, droga przez pióro – wspaniałą literaturę XIX w., droga cierpienia – prześladowania tych, którzy polskość propagowali. Gietrzwałd wpisuje się w inną drogę – drogę duchowego odrodzenia, przemiany życia osobistego i społecznego po to, aby naród stał się wolny wewnętrznie, bo Polacy zanim utracili wolność zewnętrzną, wpierw utracili tę wewnętrzną. I to stało się przyczyną niezdolności zadbania o państwo. I to jest chyba najważniejsza nauka dla nas dziś, jak nie utracić wolności tak z trudem zdobytej.
    
    Objawienia w Gietrzwałdzie dały impuls do budzenia świadomości narodowej i jej umacniania.
    
    Dniowi Pokutnemu w Gietrzwałdzie już za tydzień towarzyszyć będzie przesłanie o odnowę moralną czyli odzyskanie wolności wewnętrznej. Mottem są słowa: „Od wolności wewnętrznej do wolności zewnętrznej”.  Używając wolności, mamy wybór: uznać swoją ludzką kondycję, swój grzech lub tego nie uznać; uwierzyć, że ratunek jest w Bogu, lub to zignorować. A przecież dziś niszczą nas podobne wady: wszelkiego rodzaju uzależnienia i nałogi, niewierność małżeńska, rozpad rodzin, brak troski o chrześcijańskie wychowanie młodego pokolenia, do tego prywata, korupcja, brak troski o dobro wspólne i skłócenie narodu. Te grzechy narodowe przyczyniają się do dewastacji naszego życia społecznego. W dodatku obserwuje się na coraz większą skalę brak poczucia grzechu. To wszystko sprawia osłabienie tkanki narodowej.
    
    Dziś, gdy obchodzimy 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, winniśmy sobie postawić pytanie: czy my dziś dobrze troszczymy się o naszą wolność? Czy nie wprowadzamy w struktury naszego państwa, w kulturę i obyczajowość  rozwiązań niemoralnych, które osłabiają naszą wolność wewnętrzną? Wśród tych grzechów na pewno są te, które dotyczą braku poszanowania życia ludzkiego oraz te, które niszczą rodzinę. Niewątpliwie takie grzechy, jak aborcja, rozwody, konkubinaty, pijaństwo, pornografia, czy też korupcja mają dalekosiężne skutki. One stawiają człowieka w sytuacji wielkiego zniewolenia. Konsekwencje osłabiają więzi społeczne i całe państwo. Dzięki wyznaniu tych słabości, pokucie i pomocy Bożej możemy pokonać wszelkie wewnętrzne zniewolenie.
    
    Papież Pius IX podczas wspomnianej pielgrzymki narodowej mówił, że prosi Boga dla naszego narodu o trzy dary: cierpliwość, stałość i odwagę. Myślę, że i dziś winniśmy prosić o te dary. Ale potrzebny nam jest jeszcze entuzjazm prowadzący nas do walki ze złem i w budowaniu dobra.

Zofia Bury
Rozmowa syna z ojcem zaczytanym w gazecie:
-Tato.
- Co się stało, synu?
- Czy możemy porozmawiać?
- Właśnie rozmawiamy – odpowiada ojciec nie podnosząc głowy z nad gazety.
- Czy mógłbyś odłożyć gazetę?
- Słucham? Odłożyć gazetę? A dlaczego Ci ona tak przeszkadza?
- Bo chcę z Tobą porozmawiać.
- Przecież rozmawiamy.
- Nie rozmawiamy, bo Ty wciąż czytasz gazetę.
- Muszę być na bieżąco, rozumiesz?
- Ale ja chciałbym Ci coś powiedzieć, to ważne.
- Skoro takie ważne,  to później, jak będę miał więcej czasu.
- Ale potem będziesz zmęczony. Porozmawiajmy teraz
- Mam tu interesujące wiadomości, za chwilkę.
- Ja też chcę Ci powiedzieć coś ciekawego
- Czy mógłbyś mnie tak nie zamęczać tymi swoimi problemami teraz, przecież wiesz, że jestem zawsze do Twojej dyspozycji.
    
    I tak oto ojciec buduje  więź ze swoim synem. Często podobnie wygląda rozmowa z dzieckiem. Bywa, że mężczyzna nie umie się odnaleźć w roli ojca. Obecna kultura w postaci filmu, teatru, książki nie sprzyja przygotowaniu mężczyzn do roli ojca. Wzorzec męskości we współczesnej cywilizacji został tak sprymitywizowany, że wyznacza główne jego kierunki – pożądanie, własny egoizm i uchylanie się od odpowiedzialności. Ideologia gender oraz kultura postnowoczesności oprócz wypaczania ról kobiecych i deprawowania dzieci, niesie ze sobą spustoszenie dla mężczyzn w dewastowaniu ich ról społecznych. Genderyzacja pociąga za sobą kryzys męskości i zanikanie autorytetu ojcowskiego. Era dbania tylko o własną przyjemność i realizowania siebie powoduje, że odpowiedzialność za drugiego człowieka, w tym również za dziecko, za rodzinę, schodzi na dalszy plan.
    
    Trwa proces „ukobiecania” mężczyzn, odbierania im pozycji ojca i to często za ich zgodą. Mają stać się nowoczesnymi ojcami. Współczesna pedagogika zwalnia ojców i matki z odpowiedzialności za wychowanie, zastępując trud formowania młodego człowieka tzw. ideą samorealizacji. Tymczasem dziecku potrzebny jest wzorzec osobowy w formowaniu własnej osobowości, a takim wzorcem powinni być rodzice.
    
    Rolą ojca w wychowaniu jest stawianie dzieciom wyższych wymagań, niż to czynią matki, które zwykle kierują się sercem i nadwyżką troski o dzieci. Musimy wiedzieć, że we współczesnym świecie nie uchronimy dzieci przed wszystkimi niepożądanymi informacjami, które docierają z zewnątrz. Dlatego też istotny jest tu autorytet ojca. I nie jest tu pożyteczna rola kumplowania się z dzieckiem, lecz potrzebne jest stawianie młodemu człowiekowi rozsądnych granic, które zabezpieczą go i ochronią przed zagrożeniami.
    
    Arystoteles w „Etyce nikomachejskiej”, w testamencie dla swojego syna, wyróżnił cnoty, jakie winni mieć ludzie, aby łączyła ich więź przyjaźni. Chodzi tu o umiarkowanie, męstwo, roztropność, mądrość. Wydaje się, że te cnoty są konieczne w tworzeniu dobrych relacji ojca z dzieckiem. Ideał ojca dzielnego, zaradnego, odpowiedzialnego, będącego oparciem dla matki i całej rodziny, zastępuje dziś wzorzec ojca nowoczesnego o cechach bardziej kobiecych niż męskich.
    
    Ojcowie dziś wolą dziecku wręczyć nową grę komputerową, niż z nim porozmawiać, wolą znikać z domów po pracy realizując własne zamiłowania, niż zorganizować wspólny czas dla siebie i dziecka. Po tygodniu pracy w sobotę czy niedzielę wolą wybrać się z rodziną do galerii handlowej, niż na boisko czy wycieczkę rowerową. Byłby to bardziej pożądany model w relacjach zwłaszcza  ojciec  -  syn. Syn potrzebuje trochę emocjonalniejszych przeżyć, niż krążenie po galeriach handlowych, będzie więc chciał sobie możliwie szybko stworzyć inne towarzystwo, które zaspokoi jego potrzeby emocjonalne, stanie się ich autorytetem. Może to być dla niego zgubny kierunek.
    
    Trzeba nam apelować, aby mężczyźni nie wycofywali się tak łatwo z aktywnego współtworzenia rodziny.

Zofia Bury