Z Głosu Floriańskiego
Żywiec - Zabłocie
„Największym zagrożeniem dla samego siebie i dla innych ludzi jest dziecko, które otrzyma wysokie wykształcenie i niskie wychowanie” - Ks. Marek Dziewiecki
    
    Prawa człowieka zależą od wizji człowieka; inne będą wywodzące się z wizji materialistycznej, a inne z wizji chrześcijańskiej. Prawa wynikające z wizji materialistycznej dostrzegają w człowieku głównie jego cielesność, emocjonalność i subiektywne przekonania. Według tej wizji dziecku przypisywane są prawa, do których ono jeszcze nie dorosło, a odbierane są te prawa, które przynależą dziecku z racji jego istnienia i niezbywalnej godności. Pierwsze z nich mogą prowadzić do buntu wobec rodziców, ignorowania własnych obowiązków, egoistycznego indywidualizmu czy naiwnej wiary w samorealizację lub w życie bez porażek i bez konsekwencji popełnianych błędów.
    
    Chrześcijańska wizja człowieka uwzględnia zarówno możliwości, jak i ograniczenia dziecka i bierze pod uwagę wszystkie podstawowe potrzeby, a nie jedynie cielesne i emocjonalne.
    
    Nie można respektować wielorakich praw dziecka wtedy, gdy nie są respektowane jego prawa podstawowe, począwszy od najważniejszego – prawa do życia od poczęcia. Osobowa godność dziecka jest niezależna od fazy jego rozwoju i od stanu zdrowia.
    
    Dziecko ma prawo do miłości rodziców i innych osób; pozbawione tego prawa jest zagrożone w swym fizycznym istnieniu, będzie poranione w sferze psychospołecznej. Za życie i los dziecka w jednakowym stopniu są odpowiedzialni obydwoje rodzice, a więc dziecko ma prawo do obojga rodziców. Z tym prawem łączy się prawo do bezpiecznego domu i do obecności w nim rodziców, zwłaszcza w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. Dzięki obecności i miłości rodziców dziecko uczy się człowieczeństwa, zaufania, czułości. Uczy się też dzięki dorosłym świata zewnętrznego i radzenia sobie z wyzwaniami, jakie stawia twarda rzeczywistość.
    
    Dziecko ma prawo do wzrastania w mądrości, do realistycznego poznawania siebie i relacji ze światem. Winno wiedzieć, że istnieją mądre i niemądre sposoby postępowania i że nie można wszystkiego tolerować ani we własnym zachowaniu, ani w sposobie postępowania innych.
    
    Dziecko winno nauczyć się odróżniać dobro od zła. Nie należy uczyć go błędnego przekonania, że poglądy wszystkich ludzi są jednakowo dobre i uzasadnione, i że poglądy można ustalać w dowolny sposób, a nie na podstawie logicznej analizy rzeczywistości. Najbardziej fałszywa jest wiara w to, że każde przekonanie jest jednakowo wartościowe i godne respektowania. Dziecko ma prawo wiedzieć, że jego los nie zależy od subiektywnych przekonań, lecz od radzenia sobie w twardej rzeczywistości.
    
    Dziecko ma prawo do wychowania go do odpowiedzialnej wolności. Musi wiedzieć, że za decyzjami idzie ponoszenie za nie odpowiedzialności i że można tak korzystać z wolności, że się ją straci. Obowiązkiem rodziców i innych dorosłych jest dawanie dziecku takiego zakresu wolności, z jakiego dziecko jest w stanie mądrze skorzystać w danej fazie rozwoju. Zadaniem rodziców i wychowawców jest ukazywanie dziecku sensu wolności. Wolność nie oznacza podejmowania decyzji jakichkolwiek i unikania zobowiązań.  Decyzje winny być mądre i przemyślane.
    
    Każdy człowiek jest zagrożony z zewnątrz przez nieodpowiedzialnych ludzi, groźne sytuacje, substancje uzależniające, ale także jest zagrożony przez własne nieodpowiedzialne postępowanie. Dziecko więc ma prawo być chronionym przed takimi zagrożeniami, przed demoralizacją czy przed destrukcyjnym trybem życia.
    
    Ma ono szczególne prawo do bycia chronionym przed toksycznymi ideologiami, demoralizującymi mediami, przed szkodliwymi modami czy błędnymi normami obyczajowymi.
    
    Sensem i syntezą wszystkich praw dziecka jest prawo do życia w miłości i radości, prawo do szczęścia. Jedynie te prawa dziecka są wartościowe i mają sens, które chronią dziecko przed zagrożeniami i pomagają w dorastaniu do bogatego człowieczeństwa.
    
    (Źródło: ks. Marek Dziewiecki: „Prawa dziecka”)

Zofia Bury
„Rodzice, ponieważ dali życie dzieciom, w najwyższym stopniu są obowiązani do wychowania potomstwa i dlatego muszą być uznani za pierwszych i głównych jego wychowawców”. - Sobór Watykański II.
    Pierwszeństwo rodziców w dziele wychowania młodego pokolenia wynika z prawa naturalnego: rodzice są wychowawcami, ponieważ są rodzicami. Wychowanie dla osób wierzących jest zobowiązaniem podejmowanym już w sakramencie małżeństwa. Zatem rodzina chrześcijańska, będąc Kościołem domowym, jest naturalną i podstawową szkołą wiary. W codziennym życiu rodziny prawdziwie chrześcijańskiej dzieci zdobywaj pierwsze doświadczenie Kościoła, które potem pogłębia się przez stopniowe włączanie się do szerszej wspólnoty wiary.
    
    Sobór Watykański II jednoznacznie określił, że prawdziwe wychowanie zdąża do kształtowania osoby ludzkiej w kierunku jej celu ostatecznego, a równocześnie do dobra społeczności, których człowiek jest członkiem i gdy dorośnie, będzie w nich brał udział.
    
    Zatem wychowanie winno uwrażliwiać dziecko na te wartości, które nadają życiu sens. Rodzice winni tworzyć taką atmosferę rodzinną, która będzie przepojona miłością i wzajemnym szacunkiem i będzie uczyć tej miłości i szacunku do Boga i ludzi. Będzie się cechowała cierpliwością, ogromną miłością i taktem (Jan Paweł II w homilii w Łowiczu).
    
    Należy pamiętać, że ta atmosfera domowa jest środkiem wychowania i stanowi podstawę wszelkich wzajemnych oddziaływań. Od tego, czy w rodzinie dziecko czuje się bezpiecznie, jest zawsze wysłuchane, może podzielić się swymi przeżyciami, może liczyć na codzienną rozmowę, wzrasta w poczuciu ciepła rodzinnego, zależeć będzie w dużej mierze rozwój życia religijnego.
    
    Postawa rodziców stanowi dla dzieci pierwszy i najbardziej znaczący wzór postępowania w każdej sferze życia. Konkretne zachowania, sposób reakcji na pojawiające się trudności przemawiają bardziej, niż najbardziej wyszukane słowa. To w takich sytuacjach kształtuje się sfera moralna dzieci. Ta  formacja moralna decyduje o przyszłym rozwoju osoby. Dzieci obserwują postawy religijne rodziców w codziennym życiu i weryfikują je. Jeśli widzą u swoich rodziców rzeczywistą relację z Bogiem, to sami zaczynają poszukiwać takiej relacji. Zatem warto być prawdziwym i zgodnym z wiarą w postępowaniu w każdej sferze, aby dawać dobry przykład życia.
    
    Kształtowanie życia religijnego to nie tylko wyuczenie pacierza czy określonych regułek   katechizmu, ale uczestnictwo we wspólnej modlitwie rodzinnej, nabożeństwach i wchodzenie w życie sakramentalne. Kościół i katecheza szkolna ma tylko uzupełniać wychowanie rodzinne, działają one bowiem w imieniu rodziców i poniekąd na ich zlecenie. Jeśli swe kompetencje rodzice oddadzą innym osobom i instytucjom, to nie spełni to oczekiwanej roli wychowawczej. Wychowanie religijne wymaga aktywnej i zdrowej współpracy z instytucjami do tego powołanymi. Udział w katechezie oraz innych wspólnotach ubogaca religijność dzieci.
    
    Wydaje się, że dziś wśród rodziców panuje pogląd, że to Kościół i szkoła ma wychowywać, zaś rodzice mogą stać obok i oceniać. Wielu rodziców nawet swoim stosunkiem do wiary przeszkadza swoim dzieciom w nawiązywaniu żywej relacji z Chrystusem. Dlatego też w kościołach coraz mniej młodzieży i szerzy się coraz większe spustoszenie w życiu religijnym dzieci i całych rodzin.

    (Źródło: A. Sorkowicz: „ Wychowanie religijne w rodzinie” ).

Zofia Bury
„Żeby być szczęśliwym w relacjach z innymi, trzeba samemu dojrzeć, dorosnąć do tego, żeby nadawać się do relacji z drugim człowiekiem. O to trzeba walczyć całe życie” - Jacek Pulikowski

    Każdy człowiek chce być szczęśliwym. Jest to zasadnicze pragnienie wszystkich ludzi. Chodzi o takie szczęście, którego nie zapewniają źródła zewnętrzne, ale które płynie z wnętrza człowieka.
    
    Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że nie da się osiągnąć szczęścia bez wysiłku, że takiego szczęścia po prostu nie ma. Trzeba podjąć decyzję, że chcę się trudzić w życiu, aby być szczęśliwym.
    
    Okazuje się, że człowiek zdobywa szczęście, gdy działa zgodnie z celem. Bez celu i sensu życie jest monotonne, nudne. Wówczas codzienność przynosi nam wiele rozczarowań. Jeśli nie mamy nadrzędnego celu, ciągle drepcemy w miejscu, zmieniamy przedmioty naszych dążeń (nazywamy to często postępem). Jesteśmy „w drodze”, ale nie wiemy, dokąd tak spieszymy. Nie znając celu, nigdy nie wiemy, czy się do niego zbliżamy.
    
    Są ludzie, którzy żyją tak bez projektu przez dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt lat. Niektórzy zmieniają swoją filozofię życiową z każdym spotkanym lub narzucanym poglądem, przerzucają się z idealizmu w materializm, z materializmu w liberalizm itp. Podobnie jest z celami życiowymi. Takie życie jest nużące, jeśli tak naprawdę nie wiemy, co chcemy w życiu osiągnąć, na czym się oprzeć. Rewolucyjne tendencje w dzisiejszym świecie rodzą się właśnie z takiej bezcelowej i bezsensownej egzystencji.
    
    Energia człowieka jest ukierunkowana na działanie w jakimś nadrzędnym celu, którego zrealizowanie przyniesie szczęście. Nie dopuśćmy do tego, aby nasze dzieci czuły się znudzone brakiem celu, do którego winny z ochotą dążyć. Najbardziej nudzą się nie ci, którym się źle powodzi, ale ci, którym się powodzi znakomicie. Oczywiście to nie reguła, ale pamiętajmy, że człowiek potrzebuje zajęcia i celu nie tylko na dziś, ale perspektywicznie. Tylko dalekosiężny  cel motywuje do działania, daje napędzającą energię do jego realizacji.
    
    Człowiek jest obdarzony rozumem i wolą, potrafi myśleć o sprawach przewyższających dążenia tylko zmysłowe. Pragnie pięknego życia w prawdzie i miłości bez trosk i kłopotów. Musi jednak wiedzieć o tym, że życie bez trosk, kłopotów i trudów nie istnieje. O tym muszą pamiętać rodzice , wychowawcy i nauczyciele, aby przed dziećmi stawiać ciągle coraz to wyższe progi do przekraczania. Tylko po pokonaniu każdego kolejnego progu, dziecko będzie odczuwało zadowolenie i radość, że jego wysiłek przyniósł efekt, nie poszedł na marne. Człowiek staje się szczęśliwy, jeśli realizuje cel, do którego jest powołany. Każdy człowiek ma jakieś powołanie, musi tylko dobrze go odkryć. Dorośli winni pomagać dzieciom odkrywać ich powołanie.
    
    Szekspir wyraził taką sentencję, że potężna motywacja rodzi potężne czyny. Jeśli człowiek nie wierzy, że uda mu się pokonać trudności, nie będzie podejmował wysiłku. Tak jest i z dziećmi. Jeśli nie uwierzą w swe siły i możliwości, nie będą osiągać sukcesów. Trzeba dziecko motywować do pracy i samemu wierzyć w niego. Dziecko widząc wiarę rodziców i nauczycieli w efekty jego wysiłków, samo zacznie wierzyć w siebie. Dotyczy to nie tylko zdobywania wiedzy, ale także stawania się lepszym, kształtowania charakteru.
    
    Dbajmy o to, aby dzieci nie utraciły zapału i entuzjazmu w stawaniu się mądrzejszymi i lepszymi.

Zofia Bury
„Są wakacje. Mam na imię Basia. Mam dwanaście lat, warkocze i głowę pełną marzeń. Największe z nich to zostać lekarzem. Mam także dwóch młodszych braciszków: Adasia i Jędrusia. Adaś zdał właśnie do szóstej klasy, a Jędruś będzie obchodził niedługo swoje drugie urodziny” – tak zaczyna się książka Ewy Skarżyńskiej „Basia z kazachskich stepów”.
    
    Był rok 1939. Tak jak Basia, tysiące dzieci rozpoczęły wakacje, nie przeczuwając nawet, że to ostatnie ich beztroskie wakacje; nie wiedziały, co czeka ich już za kilka miesięcy.
    
    1 września 1939 r. był dniem rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Tego dnia dzieci nie poszły do szkoły. Wybuchła II wojna światowa. Dotknęła ona dzieci w sposób szczególny, bo była to wojna totalna, celnie uderzająca w bezbronnych i najsłabszych. Okrucieństwo wojny z tej dziecięcej, niewinnej perspektywy jawi się nam najbardziej wyraźnie. Stajemy wobec niego bezradni i bez słów.
    
    Trudno było to przeżyć, ale mimo głodu, ciężkich warunków, często ciężkiej pracy, była wola przetrwania.
    
    Wiele dzieci podzieliło los rodziców, jedni dostawali się w ręce Niemców, inni trafiali w ręce Sowietów. Wywożono ich do obozów pracy, do kazachskich stepów, miejsc, gdzie nie było nic – ani domów, ani jedzenia, ani ubrania.
    W przytoczonej na początku książce znajdujemy opisy tego, co spotkało Polaków w Związku Sowieckim. Są to historie przerażające. Trudno uwierzyć, ile człowiek jest w stanie wytrzymać.
    
    Ale nie inaczej było pod okupacją niemiecką. Może dziś nie wszyscy wiemy, że w Łodzi znajdował się jedyny na świecie obóz koncentracyjny dla dzieci. Pierwszego grudnia 1942 r. na wyodrębnionym terenie żydowskiego getta w Łodzi Niemcy utworzyli obóz dla polskich dzieci i młodzieży. Więziono w nim ok. 12 tysięcy małych Polaków, spośród których końca wojny dożyło zaledwie ok. 900. Z powodu wycieńczenia i chorób większość z nich niedługo po wyzwoleniu zmarła.
    
    Setki tysięcy polskich dzieci były poddane przymusowej germanizacji w III Rzeszy. W czasie pacyfikacji Zamojszczyzny Niemcy przewieźli z obozu przejściowego w Zamościu do trzech podwarszawskich powiatów 5432 osoby, głównie dzieci, kobiety i ludzi w podeszłym wieku. Polskim rodzinom Niemcy siłą odebrali ok. 35 tys. dzieci, z których ok. 10 tys. zaginęło lub zmarło w obozach i w czasie transportu z powodu głodu, zimna i braku opieki.
    
    Niemcy w obozie przejściowym m.in. w Zamościu dokonywali selekcji „rasowej” dzieci pod kątem ich germanizacji. Zwracali uwagę na blond włosy, niebieskie oczy i odpowiedni układ twarzoczaszki, co określali jako cechy rasy germańskiej. Dzieci niespełniające tych kryteriów trafiały do innych obozów, tamte zaś do niemieckich rodzin.
Przeznaczone przez Niemców do eksterminacji „bezwartościowe rasowo” dzieci były ratowane przez polską społeczność z transportów śmierci.
    
    Tym dzieciom, ofiarom brutalnej wojny winni jesteśmy naszą pamięć. Ci, którzy przetrwali, choć zostali pozbawieni najpiękniejszego okresu w życiu człowieka, winniśmy ogromny szacunek.
    
    Każde dziecko na świecie ma prawo do szczęśliwego dzieciństwa. A przecież dziś na świecie wciąż trwają wojny i konflikty zbrojne. Najwięcej w nich cierpią dzieci. Na całym świecie dziś 260 mln dzieci nie chodzi do szkoły. 50 mln z nich musiało opuścić swoje domy z powodu wojny. Kilkanaście milionów jest niedożywionych  i  zagrożonych śmiercią – podaje Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Dzieci syryjskich uchodźców praktycznie nie mają możliwości uczęszczania do szkoły, gdyż nie mają dokumentów wymaganych przy rejestracji do szkoły. W Sudanie Południowym zagrożonych głodem jest 7 mln dzieci. Podobnie jest w Birmie i wielu innych krajach głównie Afryki. Wiele dzieci jest porywanych z ich domów, szkół, ulic i wcielanych do armii. Małoletni cierpią głód i pozbawieni są opieki dorosłych. Są bardzo często wykorzystywani seksualnie.
    
    Uświadamiając sobie ogrom cierpień dzieci, którym wojny kradną dzieciństwo, nie sposób nie doceniać tego, co mamy dziś. Warto więc codziennie dziękować Bogu, że dane nam jest żyć w pokoju. Zanim zaczniemy, jak to jest w zwyczaju, narzekać na nasze szkolnictwo, pomyślmy o dzieciach, którym nie dane jest chodzić do szkoły.

Zofia Bury
„Bez rozumu odniesionego do prawdy człowiek przeistacza się w zwierzę”. Dr Andrzej Mazan.
    
    Za parę dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Powoli kończy się szaleństwo zakupów szkolnych, bo przecież przygotowanie się do nowego roku szkolnego pod względem ubiorów i przyborów szkolnych jest rzeczą bardzo ważną. Od zawartości tornistra często zależy poczucie wartości ucznia. Kiedy już opadną emocje związane z zaopatrzeniem, zaczynamy się przyglądać programom szkolnym i organizacji pracy.
    
    Wielu dorosłych ludzi żałuje, że w młodości nie przykładało się bardziej do nauki,, aby osiągnąć więcej niż osiągnęło. Dlatego też wiele zależy od rodziców, od ich zaangażowania i zainteresowania procesem szkolnym ich dzieci oraz ich możliwościami. Dzieci winny czuć wsparcie rodziców w realizacji nauki szkolnej.
    
    Głównym celem edukacji jest niewątpliwie rozwój całego człowieka: nie samego umysłu, ale umysłu i woli. Wiedza wiąże się z umysłem – intelektem, a charakter z wolą, decyzjami. Podobnie jak nie kupilibyśmy marynarki z jednym rękawem czy spodni z jedną nogawką, tak edukacja nie powinna doskonalić tylko umysłu, ale także kształtować charakter, do czego, niestety, dziś przywiązuje się niewielką wagę.
    
    Kształcenie, wbrew myśleniu większości ludzi, nie ma przede wszystkim przygotować młodych ludzi do pracy zarobkowej i funkcjonowania w ustroju demokratycznym, ale ma dać umysłowi prawdę: prawdę o naukach przyrodniczych, literaturze, historii, sztuce, filozofii, teologii i wszystkim innym. Nie można na przykład służyć demokracji, jeśli się nie pojmuje, że każdy człowiek ma niezbywalne prawa dane mu przez Stwórcę. Poza wszystkimi prawdami szczegółowymi jest prawda fundamentalna, której trzeba się nauczyć – prawda o naszym istnieniu. Jeśli kupujemy jakiś nowy gadżet, to już po kilku minutach lub godzinach znamy zasady jego działania i przeznaczenia. Tymczasem niektórzy ludzie nawet po dwudziestu paru latach czy nawet sześćdziesięciu nie wiedzą, po co żyją i dokąd zmierzają. Jak żyć, jeśli się nie wie, po co?  Życie, które się wydaje bezsensowne, musi nużyć, a brak celu wywołuje niepokój, lęki, nerwice i psychozy. Podstawową wiedzą, jakiej powinna nam dostarczyć edukacja, jest prawda o człowieku, dlaczego człowiek istnieje. Kiedy wszystkie szczegółowe cele człowiek osiąga, pozostaje mu cel ostateczny: osiągnięcie doskonałego szczęścia, którym jest Bóg.
    
    Panuje opinia, że przekonania nie są istotne, bo liczą się jedynie czyny. A my przecież działamy na podstawie naszych przekonań, tak więc poglądy wpływają na nasze postępowanie. Zatem myśl przejawia się w działaniu, wobec czego o umysł trzeba się troszczyć, a nie wlewać w niego wszelkich brudów, które potem uwidocznią się w czynach.
    
    Prawda łączy się z wolnością, ale sama wolność nie tworzy prawdy, zapewnia jedynie warunki do jej odkrywania. Prawda jest źródłem wolności. Dopiero kiedy poznamy prawdę o życiu, zyskujemy największą wolność.
    
    Autentyczne wykształcenie wymaga dostrzegania relacji między dziedzinami wiedzy. Jeśli wiedza podzielona na poszczególne przedmioty nie uwzględnia jedności tej wiedzy z celem nadrzędnym, nie ma dużej wartości. Wiedza nie powinna być powierzchowna, winna być ugruntowana. Tylko pogłębiona wiedza świadczy o prawdziwym wykształceniu człowieka.
    
    W szalonej pogoni demokracji za wolnością prawda przestała być wartością cenioną. Jest wręcz nienawidzona, bo tylko ona może ustanawiać granice wolności. Nasza kultura traci swoją istotę, jaką jest zdolność do używania rozumu, traci swoją racjonalność. Każdy staje się twórcą swojej prawdy, własnego dobra, własnej estetyki. Prawda zaś daje światło wszystkiemu. Bez niej zaczynają dominować impulsy nierozumne – zmysłowe i uczuciowe. Zamiera wychowanie, poznanie prawdziwego dobra. Pozostaje edukacja, która zwraca główną uwagę na rozwój techniki. Ale cóż człowiekowi po doskonałych urządzeniach, jeśli nie potrafi odczytać sensu własnego człowieczeństwa?
    
    (Źródła: dr A. Mazan: „ Meandry wolności”, Abp Fulton J.Sheen: „Warto żyć” ).

Zofia Bury
Trzy lata po utworzeniu ONZ przyjęta została Powszechna Deklaracja Praw Człowieka. Słowo „powszechna” od początku stało się przedmiotem sporów. Chrześcijanin wie, że powszechne jest jedynie prawo, które Bóg wpisał w serce każdego człowieka. Ale koncepcja „praw” nie pochodziła z Objawienia Bożego, lecz wywodzi się z rewolucji francuskiej.
   
    Ogólny język Deklaracji z 1948 r. był zgodny z etyką chrześcijańską. Uznawano w niej rodzinę za podstawową komórkę społeczeństwa, małżeństwo za związek mężczyzny i kobiety (wtedy jeszcze nie mówiło się o tzw. prawach homoseksualistów), mówiło się o rozumie, o sumieniu. Są to pojęcia podstawowe, niesprzeczne z etyką chrześcijańską, powiązane z Dekalogiem. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka została rozpowszechniona po całym świecie. ONZ w znacznej mierze zbudowała swój autorytet moralny na tej właśnie Deklaracji.
    
    Wkrótce potem nastąpiło wiele zdarzeń, które doprowadziły do jej reinterpretacji, oddalającej ją od pojmowania chrześcijańskiego; powiązano ją z celami zachodniej rewolucji seksualnej i kulturowej. Nastąpiła też obawa, że nadmiernie wzrasta liczba ludności na świecie i zasoby planety nie wystarczą do utrzymania jej przy życiu. Wprowadzono więc programy kontroli urodzeń, zwłaszcza według postulatów ideologicznych. ONZ w coraz ściślejszej współpracy z organizacją Planned Parenthood zaczęła się zajmować prawami seksualnymi i reprodukcyjnymi, edukacją seksualną, równouprawnieniem płci oraz jakością życia. Na początku pojęcia takie jak rodzina, religia, godność człowieka były używane w normalnej interpretacji, później zwłaszcza pod wpływem potężnego ruchu feministycznego w USA i Francji ta interpretacja ulega zmianie. Zaczęto używać praw człowieka przeciwko Stwórcy. Pomysły garstki rewolucjonistów stały się programem politycznym na skalę światową, dziś już walka dotyka tożsamości płciowej kobiet i mężczyzn.
    
    Coraz częściej mówi się o powstaniu rządu światowego, który wywierałby naciski na rządy narodowe w celu realizacji globalnych interesów. Już dziś ze względu na ogromną bierność rządów narodowych, umożliwia to przejmowanie władzy przez różnych ekspertów, technokratów, fundacje międzynarodowe, organizacje pozarządowe, grupy nacisku.
    
    Wszystkie kraje podlegają wpływom procesu globalizacji. Internet, telewizja, firmy o zasięgu światowym sprzyjają temu procesowi. Wprowadza się nowy język, a wraz z nim nową, globalną etykę, promuje się pewien zestaw wartości, takich jak równość płci, aborcja bez ograniczeń, ochrona środowiska w innym niż dotychczas znaczeniu, perspektywa gender. Wszystko wytwarza silną presję na rządy krajów narodowych i to od ich odporności na naciski zależy w dużej mierze zestaw wartości, jaki będzie wprowadzany do prawa narodowego. Trzeba, aby każdy nabrał dystansu do tej globalizacji. Społeczeństwo winno bardziej świadomie wybierać partię rządzącą i kontrolować rząd, żądać od polityków, by służyli im, a nie globalnej agendzie międzynarodowych interesów.
    
    Kraje Zachodu dziś już zalegalizowały aborcję, przeżywają poważny kryzys małżeństwa, wprowadziły ideologię gender. Odbiera się rodzicom prawo do wychowywania dzieci, a nawet leczenia (np. sprawa Evansa Alfiego). Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne doradza rodzicom wspieranie u dzieci poczucia przynależności do innej płci niż biologiczna. Już dwulatki mają być zaznajamiane z problemami transgenderyzmu, przykładami osób swobodnie zmieniających płeć i ich stylem życia. Zachęca się do spotkań dzieci z transseksualistami, eksperymentów i własnych poszukiwań związanych z tożsamością płciową. Kanadyjskie eksperymenty mogą służyć do wywierania nacisków na inne państwa oraz politykę WHO.
    
    Dziś jednym z zadań chrześcijan w świecie jest umożliwienie powrotu do normalności. Trzeba ludzi zachęcać do refleksji nad współczesnymi zmianami kulturowymi i podjęcia odpowiedzialności za przyszłość narodów i świata, do dokonywania właściwych wyborów, zgodnych z dążeniami do prawdy i prawdziwego szczęścia.

Zofia Bury