Z Głosu Floriańskiego
Żywiec - Zabłocie
"Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do "bazy"... ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. "Minutkę!", odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze...
     
    Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.
     
    U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.

    Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.
     
    "Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?", zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.
     Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.
     Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. "To nic", powiedziałem, "Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę."
     "Och, jesteś takim dobrym chłopcem" , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: "Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?
     "To nie jest najkrótsza droga", odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.
     "Och, nie mam nic przeciwko temu", powiedziała. "Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum."
     Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. "Nie mam już nikogo z rodziny", mówiła łagodnym głosem. "Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele..."

    Wyłączyłem licznik... "Którędy chce Pani jechać?"

    Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

    Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.
     
    Czasami prosiła, by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.
     
    Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle "Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę". Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki. Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi.
     
    Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.
     
    "Ile jestem panu winna?" Spytała, sięgając do torebki.
     "Nic", odpowiedziałem.
     "Trzeba zarabiać na życie", zaoponowała.
     "Są inni pasażerowie," odparłem.
     I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.
     "Dałeś staruszce małą chwilę radości", powiedziała. "Dziękuję".
     
    Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi - był to dźwięk zamykanego Życia.
     
    Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów. Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?
     
    Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

    Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.
     
    Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich.."
    
     (Autor nieznany: „Lekcja dla wszystkich”)

Zofia Bury
Każdy z nas zna takie obrazki z życia:
- w drodze mijamy nastolatków wpatrzonych w ekran telefonu lub rozmawiających przez telefon,
- na korytarzu szkolnym na przerwach międzylekcyjnych widzimy siedzących uczniów pod ścianami wpatrzonych w ekran smartfona czy tabletu.
    
    Smart fon to dla współczesnej młodzieży a także już i dzieci urządzenie, bez którego nie potrafią się obejść. Jest to dla nich przysłowiowe okno na świat poprzez dostęp do Internetu. Służy nie tylko do kontaktu z innymi osobami, z portalami społecznościowymi, ale i do pozyskiwania informacji przydatnych w nauce, a także do rozrywki. Może służyć do uczenia się języków obcych, oglądania i robienia filmów, czytania artykułów, słuchania muzyki, robienia zdjęć i do gier. Dziś smart fony umieją obsługiwać już kilkuletnie dzieci. Jeśli poczują, że jest to nośnik rozrywki, to trudno im go będzie wyciągnąć z rąk. Tymczasem im mniejsze dziecko sięga po komunikatory cyfrowe, tym wcześniej dochodzi u nich do zmian w ośrodkowym układzie nerwowym, które powodują uzależnienia.
    
    Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała nadużywanie technologii komputerowych za zaburzenie, umieszczając je w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Szacuje się, że w Polsce takie zaburzenia w wyniku nadużywania technologii komputerowych występuje już u około 2 milionów młodych ludzi. Polega to na tym, że człowiek nie potrafi się już obejść nawet kilka godzin bez telefonu, zaniedbuje inne obowiązki i codzienne czynności, zaniedbuje  się w nauce, nie utrzymuje kontaktów z rówieśnikami w realu, po prostu powoli traci poczucie samokontroli. Jeśli dziecko pozbawimy na jakiś czas telefonu, np. na 1 dzień i ono nie potrafi się niczym zająć, staje się agresywne lub niespokojne, ma problemy emocjonalne, to już symptomy zaburzenia. Jest to pierwsza informacja dla rodziców, że dziecko zbyt dużo czasu przeznacza na kontakt ze światem wirtualnym. Specjaliści uważają, że 11 – latek może spędzać czas z komputerem czy tego typu urządzeniami 1 godzinę i to co drugi dzień.

    15 – latek musi mieć 1 dzień zupełnie wolny od tych urządzeń, a długość przed wszystkimi tego rodzaju urządzeniami nie powinna przekraczać 2,5 godziny dziennie.
    
    Nadużywanie programów  -  gier komputerowych, portali społecznościowych itp. jest problemem społecznym i dotyka coraz to większej liczby młodych ludzi. Wpływa nie tylko na zaburzenia psychiczne, ale powoduje również istotne problemy zdrowotne oraz społeczne. To nie tylko uzależnienie, to także nieprawidłowy rozwój układu kostno – mięśniowego ( młody organizm potrzebuje dużo ruchu), wady postawy, problemy ze wzrokiem, zaburzenia emocjonalne, problemy z koncentracją uwagi, wyobcowanie ze świata rzeczywistego, utrata umiejętności nawiązywania kontaktów z rówieśnikami.
    
    Nie da się odciąć młodych ludzi od tych urządzeń, bo skazywałoby to ich na pewnego rodzaju zacofanie oraz wyobcowanie z grona rówieśników, ale trzeba nauczyć dzieci i młodzież korzystania z nich z umiarem. Ważne są pierwsze doświadczenia i częstotliwość, z jaką telefon jest używany. U małych dzieci jesteśmy w stanie to regulować , a przez to uczyć mądrego korzystania z tych urządzeń. Warto zacząć od tego, aby mądrze zorganizować czas dziecka, tak aby jego rozwój przebiegał w sposób właściwy, aby był integralny. Trzeba też pamiętać, że rodzice dają przykład spędzania swego wolnego czasu, jeśli oni całe godziny spędzają przed komputerem, to nie spodziewajmy się czegoś innego od dzieci. Dbajmy więc o właściwe proporcje wszystkich zajęć dziecka.

Zofia Bury
W Bazylice Narodzenia Pańskiego w Betlejem pielgrzymi często w długich kolejkach oczekują na wejście do Groty Narodzenia. Wśród setek oczekujących, rozgwaru w różnych językach, trudno o skupienie. Nie ma tam nawet czasu na zaśpiewanie kolędy.
    
    Około 300 metrów od bazyliki znajduje się grota, do której wiele pielgrzymek nie zachodzi, bo zwykle brakuje im czasu. Jest to prawdziwa betlejemska oaza ciszy i spokoju, sprzyjająca skupieniu. Mówię tu o tzw. Grocie Mlecznej.  Według tradycji w tym miejscu zatrzymała się i ukrywała Święta Rodzina przed Herodem w czasie ucieczki do Egiptu. W tych czasach większość biednej ludności mieszkała w takich grotach, które w nocy chroniły przed zimnem, a w dzień przed upałem. Legenda mówi, że gdy Maryja karmiła Dziecię Jezus, kilka kropli matczynego mleka upadło na skałę groty, która zabarwiła się na biało. Trzeba wiedzieć, że skały jerozolimskie, betlejemskie i całej Judei mają kolor żółtawo – kremowy. Tu zaś znajdujemy skałę zupełnie odmienną od pozostałych, jasną jak mleko. Stąd nazwa tej groty.
    
    Przez wieki z pokolenia na pokolenie pielgrzymi wydrapywali ze skały odrobinki białego piasku, by podarować je małżonkom nieposiadającym potomstwa lub cierpiącym na brak pokarmu.
    
    Starodawna tradycja utrzymuje, że w grocie lub w pobliżu zostały pochowane dzieci betlejemskie zamordowane z rozkazu Heroda. Święta Helena miała tam zbudować niewielkie oratorium ku czci pierwszych męczenników  -  Młodzianków betlejemskich. Pod koniec IV w. rozbudowała je i upiększyła św. Paula, rzymska arystokratka, która zostawszy wdową sprzedała swoje dobra i zamieszkała wraz z córką Eustochią w Betlejem. Założyła tam pierwszy w historii dom pielgrzyma i dwa klasztory.
    
    Starty na proszek biały kamień z groty przesyłany był do Bizancjum już w VI w. Umieszczano go nawet w relikwiarzach. Taki relikwiarz znajduje się np. w Oviedo.    
  
     Po zdobyciu Jerozolimy przez krzyżowców w 1099 r. nad Grotą Mleczną chrześcijańscy rycerze zbudowali niewielką świątynię, która nosiła imię św. Mikołaja, a obok wznieśli klasztor. Odtąd grota stała się bardzo żywym centrum kultu Matki Bożej. Sława betlejemskiej skały dotarła do Europy, a relikwiarze z nią brano nawet na pola bitew albo ustawiano na murach podczas oblężenia.
    
    W 1375 r. w posiadanie Groty Mlecznej weszli Franciszkanie, ale dopiero po stu latach uporządkowali to miejsce i postawili tam ołtarz. Przeszkadzali w tym muzułmanie.  W 1871 r. nad grotą powstała świątynia a przy niej klasztor, zaś w 2006 r. dobudowano nowy, przestronny kościół.
    
    Do sanktuarium Groty Mlecznej przybywają od zawsze kobiety  -  chrześcijanki, muzułmanki, żydówki, kobiety wszystkich ras i różnych narodowości. Podążają tam licznie i z nadzieją małżonkowie nie mający dzieci. Tam niezależnie od wyznawanej wiary szukają pomocy w modlitwie, wpatrując się w wizerunek Matki Bożej Karmiącej. Pielgrzymują też matki mające problem z donoszeniem poczętego dziecka czy z brakiem pokarmu, a w obecnych czasach również kobiety np. po mastektomii. W ciągu ostatnich 12 lat 2500 kobiet, które nie mogły mieć dzieci i przybyły do Groty Mlecznej zaświadczyło później, że po modlitwie w tym miejscu poczęły dzieci. Udają się tam również matki z małymi dziećmi prosząc o błogosławieństwo.
    
    Warto też wspomnieć przy okazji, że w przepięknym, bogato wyrzeźbionym frontonie sanktuarium, znajdują się solidne drzwi z brązu, wykonane przez znanego nam krakowskiego rzeźbiarza prof. Czesława Dźwigaja. Znajduje się na nich m.in. płaskorzeźba karmiącej Jezusa Maryi oraz pokłon Trzech Króli.
    
    (Wg opracowania ks. Jerzego Banaka)

Zofia Bury
Z woli Bożej człowiek przychodzi na świat i osiąga szczęście w otoczeniu rodziny. Bóg ustanowił rodzinę, pragnąc  by człowiek wzrastał w niej i był otoczony jej miłością. Rodzina jest podstawą chrześcijańskiego społeczeństwa.

    Współczesny świat w większości mediów ukazuje negatywne wzorce rodziny i człowieczeństwa. Dzisiaj tak wiele rodzin przeżywa różnego rodzaju problemy, na które nieraz tak trudno im znaleźć dobre wzory i rozwiązania. Dlatego ważne jest, abyśmy mieli skąd czerpać pozytywne wzorce.
    
    Święta Rodzina to idealny wzorzec dla naszych rodzin. Człowiek pragnący szczęścia dla siebie i swoich bliskich, musi umacniać wartość rodziny w takich warunkach kulturowych, w jakich przyszło mu egzystować. Rodzina jest miejscem, gdzie człowiek uczy się przeżywać i pokonywać wszelkie przeciwności. Winna stanowić oparcie i pomoc, których próżno szukać gdzie indziej.
    
    Aby w rodzinie zaznać szczęścia, członkowie winni modelować w swym sercu cnoty, którymi żyła Święta Rodzina. Nie pokładała Ona ufności w bogactwach ziemskich i przemijającej chwale, lecz w służbie człowiekowi, wypełnianej najpierw we własnym otoczeniu rodzinnym. Świętą Rodzinę cechowała miłość Boga, umiłowanie posłuszeństwa wobec woli Bożej, modlitwa, pełne szacunku oddanie, miłość bliźniego, łagodność, pokora, czystość, skromność, umartwienie, pracowitość, wytrwałość, cierpliwość w doświadczeniach.
    
    Życiu małżeńskiemu i rodzinnemu zagrażały zawsze różne niebezpieczeństwa. Ale dzisiaj w sposób szczególny te zagrożenia dają o sobie znać. Diabeł rękoma ludzi i ich decyzjami chce zniweczyć małżeństwo i rodzinę jako dzieła Boga, które są podstawą Kościoła i każdego narodu. Dzisiaj wykreśla się z ustawodawstwa na różnych szczeblach pojęcie rodziny na rzecz związków, bo pojęcie to nie pasuje do współczesnych postanowień. Wbrew prawu Bożemu i wbrew prawu natury legalizuje się związki jednopłciowe. W ten sposób pojawia się próba zniweczenia małżeństwa i rodziny według zamysłu Boga, by w to miejsce postawić związek pomyślany przez człowieka, który chce być mądrzejszy od samego Boga i od natury, w której ujawnia się odwieczna Mądrość Boga.
    
    Szukajmy więc ratunku na te zagrożenia i niebezpieczeństwa w Świętej Rodzinie z Nazaretu. Wzywajmy pomocy słowami: „Jezu, Maryjo, Józefie – dopomagajcie nam”. Święta Rodzina udziela nam skutecznej obrony, wołajmy więc: „Jezu, Maryjo, Józefie – ratujcie nas”. Nasze troski nie są obce Świętej Rodzinie, bo również żyła w trudnych czasach i nie omijały Ją różne kłopoty, trudności i zagrożenia. Ta pomoc dla nas i naszych rodzin płynie w postaci łaski wysłużonej nam przez samego Jezusa, jak również przemożnego wstawiennictwa Maryi i Józefa.

Zofia Bury
Już w drugim dniu po Wszystkich Świętych usłyszałam w telewizji, że niektóre miasta już rozpoczynają dekoracje świąteczne. Wiemy oczywiście, że dekoracje tak naprawdę nie dotyczą przeżywania świąt, lecz wszechobecnej komercjalizacji życia.
    
    Przedświąteczne czuwanie zaczyna się wraz z pierwszą niedzielą Adwentu. Adwent to czas przygotowania do Bożego Narodzenia, to czas czuwania. Ale dzisiejszy człowiek nie lubi czekać. Nauczyliśmy się spieszyć, a nie czekać. Codzienność kojarzy się z ciągle gdzieś pędzącymi , niecierpliwymi ludźmi. I w tym adwentowym oczekiwaniu więcej dziś chyba tradycji, świeckości, niż oczekiwania Pana. Nie czekamy już chyba na Niego, raczej na prezenty pod choinką i suto zastawiony stół. Jakże często nie mamy czasu na przeżycie w całości rekolekcji. A adwent winien być takim czasem zadumy, modlitwy i pracy nad sobą, czasem oczekiwania na Światło, które ma rozbłysnąć w noc Bożego Narodzenia. To czas przygotowania miejsca w swoim sercu dla Boga. Jeśli podejmujemy ten wysiłek, to radośniejsze będą te święta.
    
    Dziś Adwent zazwyczaj nie jest przeżywany na sposób duchowy, lecz jako czas przedświątecznych zakupów, do czego nas zachęcają kolorowe wystroje witryn i wnętrz sklepowych, wszechobecne reklamy i uwijające się „Mikołaje” z super promocjami.
    
    Dzisiaj już ostatnia niedziela Adwentu, za kilka dni ten najważniejszy czas naszego oczekiwania. A jaki charakter mają dla nas nadchodzące święta? Pośród krzątaniny przedświątecznej można szybko zapomnieć o sensie tych dni. Byłoby szkoda, gdybyśmy poszli wzorem Zachodu i utracili smak Bożego Narodzenia, niezdolni do prawdziwego świętowania. Święta rodzą się w sercu człowieka. Radość, pokój, szczęście płyną nie tylko z tego, że zasiądziemy przy stole z najbliższymi i podarujemy sobie coś pod choinkę. To jest bardzo ważny wymiar tych świąt. Ważny i potrzebny. Święta są właśnie po to, abyśmy mieli dla siebie jak najwięcej czasu. One nas mają jednoczyć i umacniać w miłości rodzinnej. Ale też musimy ocalić wymiar religijny tych świąt. On jest dzisiaj najbardziej zagrożony. Sens tych świąt, to gromadzenie się wokół Jezusa. To są Jego urodziny, a Jubilat powinien być zawsze w centrum obchodów. Zatem rzeczą słuszną jest to, aby On w te dni był najważniejszy. Dlatego tak ważne jest przygotowanie duchowe do świętowania, by nie uczynić z tych świąt tylko imprezy folklorystycznej.
  
     Drodzy Czytelnicy!

    Z okazji Świąt Bożego Narodzenia przyjmijcie najserdeczniejsze życzenia. Niech Chrystus, który przyszedł w rodzinie, błogosławi  Wam i  Waszym Rodzinom i obdarzy pokojem. Zróbcie Mu miejsce w Was i Waszych domach. Przynoście też radość i przywracajcie nadzieję smutnym i opuszczonym.

Zofia Bury

- Czuję się wewnętrznie zraniona, gdy w katolickim kraju wystawia się sztuki godzące w chrześcijaństwo, bluźniercze i obraźliwe wobec Papieża Polaka, naszego świętego i wielkiego autorytetu.

- Czuję się zgorszona, gdy ulicami miast przechodzą parady LGBT, niosą obraźliwe i wulgarne hasła i mają niegodziwe stroje.

- Czuję ogromny ból, gdy widzę ludzi, zwłaszcza młodych upijających się, czy zażywających narkotyki, przez co niszczą swe zdrowie i życie.

Takie zdania słyszymy niejednokrotnie od znajomych i nieznajomych lub je czytamy. Chociaż to zło, które wywołuje u nas zranienie, ból, nie dotyczy nas bezpośrednio, lecz boli nas to, że człowiek upadł moralnie. Niektórzy tym się nie przejmują, lecz świadczy to o zaniku wrażliwości sumienia u wielu ludzi. Ale nie wszyscy tracą wrażliwość ludzką. Normalny człowiek, o normalnym niewypaczonym sumieniu, nie potrafi obojętnie przejść wobec zła, patrzeć, jak ono niszczy człowieka, całe grupy ludzi, a nawet całe narody. To współodczuwanie i współprzeżywanie dotyczy różnych codziennych spraw i wynika z jakiejś jedności międzyludzkiej, otrzymanej jakby w wyposażeniu, a pogłębionej przez wychowanie. Jest to jakby odruch samoobrony przed złem zagrażającym nie tylko danej osobie, co w ogóle człowiekowi. Stąd każdy uczciwy, wrażliwy moralnie człowiek doznaje smutku, kiedy dzieje się jakaś publiczna czy prywatna krzywda, a gdy człowiek jest w potrzebie, to rodzi się odruch pomocy.

Polacy nie działają w jedności, nie czynią wszystkiego, aby zmobilizować wszelkie siły, by ocalić dobro, zwłaszcza to zakrzyczane, bezbronne i niewinne, nie uciekające się do propagandowego hałasu. Smutne jest to, że wciąż tylu ludzi jest zdemoralizowanych, którzy nie rezygnują z planów niszczenia rodziny, profanacji małżeństwa, wulgaryzacji „miłości”, propagowania zboczeń i wszelkiego zła moralnego.

Zło popełniane przez kogoś nie pozostaje jedynie w sferze neutralnej, lecz wnika w dusze innych ludzi i zakaża je wciągając w jego popełnianie. Ktoś reklamuje firmy, które oszukują ludzi, ktoś reklamuje tzw. agencje towarzyskie, ktoś organizuje sieć sklepów z dopalaczami, ktoś je sprzedaje, ktoś organizuje „paradę”, w której grupa ludzi uprawia propagandę niemoralnego stylu życia, sprzecznego z istotą człowieka jako mężczyzny i kobiety, ktoś rozprowadza wśród dzieci i młodzieży narkotyki, ktoś sprzedaje nieletnim alkohol. I tak można by wymieniać w nieskończoność.

Działanie ludzkie pozostaje wkomponowane w sieć relacji międzyludzkich, w których pewne związki współzależności nie dają się wyeliminować bez wyraźnej i zdecydowanej postawy odcięcia się od zła, odrzucenia go. Istnieje cały szereg powiązań społecznych, ekonomicznych, kulturowych i innych, które sugerują człowiekowi – nawet całym grupom opanowanym np. przez jakąś ideologię – jakieś działanie, które samo w sobie jest przeciwne moralności, a wiele osób jakby wcale tego nie zauważa lub kieruje się odruchem, że dziś tak trzeba, to postępowe, wszyscy tak robią.

Rozpowszechniony w społeczeństwie klimat lekceważenia zasad moralnych prowadzi do masowej demoralizacji dzieci i młodzieży, bezbronnej wobec nachalnego charakteru propagandy rozwiązłości i przy wrażliwej psychice skłonnej do naśladowania dorosłych.

Rodzice! Nie powierzajcie wychowania dzieci i młodzieży telewizji, Internetowi, niektórym pismom młodzieżowym i współczesnym „postępowcom”. Mobilizujmy swe siły w celu służby rodzinie i jej obrony przeciw wojnie o nią. Odpowiadacie za obronę godności swych dzieci. Chrześcijanie winni zapałać siłą sprzeciwu wobec narastającego zła.

Zofia Bury