Z Głosu Floriańskiego
Żywiec - Zabłocie
Sztuka pisania listów zanika. Możemy sobie postawić pytanie, kiedy otrzymaliśmy taki prawdziwy list od kogoś bliskiego lub kiedy sami taki list wysłaliśmy. Dziś listy zastępują e – maile, SMS – y, telefony. Jedno, dwa zdania i po kłopocie. Nawet kartki świąteczne czy imieninowe są z gotowymi wydrukami życzeń. Czy one zastąpią prawdziwe listy, pisane od serca, przekazujące uczucia, dzielące się informacjami z życia, przeżyciami, radościami i sukcesami, kłopotami i smutkami, niosące pociechę i nadzieję.
    
    Dawniej utrzymywało się kontakt z osobami mieszkającymi z dala od nas tylko przez korespondencję i oczekiwało się na odpowiedź. Niektóre listy miały charakter małych arcydzieł. Dziś takie znajdują się w muzeach, ludzie przechowują je na pamiątkę. Z nich można było poznawać życie ludzi, obyczaje, niejednokrotnie historię.
    
    Zapewne wiele młodych  ludzi dziś nie umie napisać listu, choć myślę, że program szkolny przewiduje poznanie takiej formy. Do dobrego wychowania należało nie otwierać cudzych listów. Dziś nawet ustalono Dzień Pisania Listów na 9 października. Jest to znak, że tracimy coś cennego.
    Zamieszczę tu dla przykładu imieninowy list syna do matki z 1944 r. (przedruk z NDz ). Sami oceńmy, jak piękny to list. A może i dziś ktoś napisze taki list do swojej mamy z okazji Dnia Matki?
        
    Najdroższa moja Matuś!
    
    Gdy się zastanawiam nad tym imieninowym listem, Moja Mamo, to chciałbym powtórzyć wszystkie swe synowskie dla Ciebie życzenia, wypowiedziane co 2 marca od tylu lat … i robi mi się rzewnie na duszy, dlatego, że z pięknych słów nie urzeczywistnia się nic, albo zgoła niewiele, a szare życie płynie sobie dalej i nic prawie według naszych życzeń się nie zmienia. Przecież synowskie uczucie i jego wyrazy jest czymś bardzo ważnym i niedobrze by było, gdyby nie zostało wypowiedziane, a memu sercu stałaby się krzywda … .Czy życzyć Ci, Kochana moja Mamo, osobistego szczęścia?... Kiedy ja wiem, i wiem na pewno, że będziesz szczęśliwa tylko wtedy, gdy my – Twoje dzieci – uśmiechniemy się nareszcie do lepszych dni i do większego niż dotychczas powodzenia, gdy w tych nerwowych i niedolą przesyconych czasach dojdziemy wreszcie do równowagi i zaczepimy swą wiarę w przyszłość o Wszechmoc Bożą – odetchniemy. Nie dadzą się wszystkie rojenia o przyszłości nigdy urzeczywistnić i to … jest lepiej. Bo nasze marzenie jakże często jest egoistyczne, a nam tymczasem Bóg każe bliźnich pocieszać i oddawać im zupełnie nieegoistyczne przysługi. I to jest właśnie typową cechą, wyssaną chyba w latach niemowlęcych z Twojej, Matuś, piersi…[…] Byś Ty Najdroższa nasza Mamo wiedziała, że dzieci Twe chodzą po świecie i robią dobrze bliźnim… […] Byś wstawała z rana i rozpoczynała dzionek pracowity w tym błogim przekonaniu, że Twoje dzieci działają ku dobru i pożytkowi bliźnich – o tego chciałbym Ci życzyć w ten szary, imieninowy Twój dzień bieżącego roku. […]
    Długo bym mógł jeszcze pisać swoje dla Ciebie, Matuś Kochana, życzenia, ale czy ja je jestem w stanie wypowiedzieć? […] To też wypada mi na koniec z synowskim uczuciem, w miarę lat coraz to bardziej gorącym, ucałować Ci ręce, Kochana Mamo, i przesłać gorące uściski.
Twój synek Zbigniew           

    Warszawa 2 marca 1944 r.

    Autor tego listu prawdopodobnie zginął w Powstaniu Warszawskim. List ten jest potwierdzeniem szlachetnych serc tamtego pokolenia.

Zofia Bury
„Idzie Pan Jezus przez polską ziemię,
Przez miasta, wioski i sady kwitnące.
By łask bogactwem obdarzyć dzieci
Na Pierwszą Komunię oczekujące”.
                            Daniela Drożak
    
    - W Guadalajar, w Meksyku, podczas prześladowań katolików, aresztowano 85 osób i skazano na ciężkie wygnanie na wyspę Islas Marias. Silna straż pilnowała ich ustawicznie. Jak tu zaopatrzyć ich pociechą sakramentów świętych na drogę męczeńską? Znalazł się pewien kapłan w przebraniu. Na dany znak wszyscy więźniowie wzbudzali akt serdecznego żalu, a on z odległości siedmiu stóp od kraty więziennej udzielił im rozgrzeszenia.
    
    Trudniej było z udzieleniem Komunii św.  Prześladowcy za żadną cenę nie dopuszczą księdza. Ale jedną z uwięzionych pań odwiedzał 5 – letni synek Angelito. Nie bronili mu tego strażnicy, bo im się podobał ten żywy, inteligentny chłopczyk. Zapytali raz więźniowie Angelito:
    - Czy ty wiesz, co to jest Najświętszy Sakrament?
    - Owszem, to jest Pan Jezus.
    - Czy przyniósłbyś nam wszystkim Pana Jezusa?
    - Bardzo chętnie.
    - A co byś zrobił, gdyby ci ktoś chciał odebrać Pana Jezusa?
    - Nie dałbym: pierwej bym umarł, a Jezusa bym nie dał.
    Angelito otrzymał od kapłana Relikwiarz ze Świętymi Hostiami, zawiesił na szyi i ukrył pod ubraniem. Zachowując się tak jak zawsze poszedł do więźniów i rozdał im Komunię św. –
    
    Katecheci robią wiele, aby uświadomić 8 – 9 – letnim dzieciom, iż przyjmując Komunię świętą, przyjmujemy prawdziwego osobowego Jezusa Chrystusa. Świadomość tego faktu winna być wyznacznikiem, że dziecko może przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. Warto rozmawiać ze swoim dzieckiem o obecności Jezusa w Eucharystii – i to od najmłodszych lat. W ten sposób wzbudzamy w nim nie tylko świadomość tajemnicy Eucharystii, ale i tęsknotę za przyjęciem Jezusa do swego serca. Jest wtedy szansa, że prezenty nie będą w tym dniu dla dziecka najważniejsze.
    
    Nie ma dobrego przygotowania się do Pierwszej Komunii św. bez czasu oczekiwania i coraz szerszego otwierania drzwi serca Jezusowi. Codzienna wspólna modlitwa może być pierwszą i najważniejszą formą przygotowania do tego wydarzenia nie tylko dla dziecka, ale i całej rodziny.
    
    Od Pierwszej Komunii św. dziecko wchodzi w nową jakość uczestniczenia nie tylko we Mszy świętej, ale w całym życiu Kościoła. To wielkie wydarzenie jest jeszcze dla niego w wielu aspektach niezrozumiałe. Starajmy się mu wyjaśniać wiele jego wątpliwości, dzięki czemu odpowiadając na dociekliwe pytania dziecka, sami pogłębimy wiarę. Warto pamiętać, że jako rodzice nie możemy nic lepszego uczynić dla swojego dziecka, jak pokazując mu własnym przykładem wartość częstego przystępowania do Komunii św. Dziecka nie da się oszukać, ono wszystko widzi. Jeśli sami nie przystępujemy do Komunii św., stajemy się niewiarygodni.
    
    Nie pozwólmy na to, aby dziecko po tej wielkiej uroczystości zaniedbało Komunię św. i spowiedź. Niech każda następna będzie traktowana tak godnie i ze czcią, jak ta pierwsza.

Zofia Bury
„Bo miłość matki, to głębina morza,
Czystsza nad kryształ, jaśniejsza niż zorza;
I żadna siła złamać jej nie może.”

    Kiedy się mówi o miłości, to mimo woli staje przed oczyma postać matki. Matka to istota najbardziej kochająca.
    Jeśli mówimy tak o ziemskich matkach, to co dopiero o miłości Matki Najświętszej, Najczulszej i Najlepszej.
    
    Chyba w każdym domu katolickim znajduje się Jej obraz, przed którym klęka cała rodzina. Matkę Najświętszą czczą i kochają Polacy, ale i wszystkie narody świata. My, Polacy uchodzimy za szczególnych Jej czcicieli. Ileż to możemy wymienić naszych pięknych, rzewnych polskich pieśni, radosnych i bolesnych, jak na przykład „Godzinki do NMP”,  „Gorzkie żale” z lamentacjami Bolesnej Matki, i wiele innych. To nasza spuścizna po przodkach, którzy kochali i czcili Maryję i przekazali nam tą tradycję. Trzeba, abyśmy i my zachowali tę miłość w naszych rodzinach, bo to tam najłatwiej przekazuje się wiarę.
  
     Dobrze, jeśli nasze matki i ojcowie sami kochają Maryję, bo wtedy łatwiej przekazać tę miłość i nabożeństwo do Niej młodemu pokoleniu. Wtedy bowiem możemy być spokojni o jego przyszłość, przyszłość naszych dzieci. Głęboka miłość Maryi jest najlepszą ostoją przed złem. Kiedy wszystkie rachuby zawodzą, Serce Maryi nie zawiedzie. Wszystkie łaski Pan Bóg przekazuje przez Maryję. Dlatego i o siły w chorobie, o światło w wątpliwościach, o pociechę w cierpieniach, o szczęśliwą śmierć zwracamy się z prośbą do Maryi, która nam te łaski wyprasza. Uczmy tego zaufania do Maryi nasze dzieci, uczmy je kochać ją i czcić. Zachowujmy w naszych rodzinach tradycje naszych praojców.
    
    Chyba najwspanialszą rzeczą jest oddawanie swych dzieci pod opiekę Matki Bożej. Niech dzieci czują w rodzinach swoich tę atmosferę miłości do Maryi, że Ona jest dla nas taka ważna. W naszych pieśniach śpiewamy: „Bo to serce dobroć sama, najczulsze z córek Adama; jest otwarte w każdy czas, samo szuka, czeka nas.”
    
    A ten dzisiejszy czas nie jest nam zbyt przychylny. Uczy nas, aby niczego sobie nie odmawiać, szukać rozkoszy dla rozkoszy, iść za instynktem zgodnie z naturą, brać dla siebie jak najwięcej , a nie dawać z siebie ofiary. Ale są to postawy ludzi małych, niezdolnych do wyrzeczeń i do życia w rodzinie i wspólnocie. Dlatego tak bardzo potrzebujemy siły, aby oprzeć się współczesnym trendom życiowym, konsumizmowi, indywidualizmowi i wypaczeniom w rodzinach. Tylko Matka Boża może nas ocalić od wszelkich słabości i kryzysów, przez jakie przechodzą nasze rodziny, aby młode pokolenie znajdowało w nich mocne oparcie dla rozwoju swego człowieczeństwa w prawdzie i miłości.
    
    - Matko, która nas znasz,
    Z dziećmi Twymi bądź,
    Na drogach nam nadzieją świeć,
    Z Synem Twym z nami idź! -

Zofia Bury
„Z głębi serca pragnę podziękować Matce Bożej z a łaski, które otrzymała nasza rodzina za Jej pośrednictwem. Już od  jakiegoś czasu modlę się nowenną pompejańską, prosiłam m. in. o wyjście z długów i to się dzieje, o dobrą stałą pracę dla męża i ją otrzymał. Prosiłam też, żeby córka wyjechała na rekolekcje i była, chociaż wcześniej się sprzeciwiała, modliłam się również za siebie, bo czasem człowiek czuje się bezwartościowy. Maryja naprawdę działa i Ona wie najlepiej, co nam jest w danej chwili potrzebne. Dziękuję Matko za łaskę możliwości rozpowszechniania nowenny pompejańskiej, dzięki czemu Ty możesz pomagać innym”. - Świadectwo Beaty w „Królowej Różańca Świętego”.
    
    Jak dzieci szukają zawsze pomocy, ratunku, pocieszenia we wszystkich trudnych sprawach swojego życia u swojej ziemskiej matki, tak każdy z nas, młody i stary szuka pomocy u Matki Najświętszej. I niezależnie od tego, czy jest to Matka Boża Pompejańska, Częstochowska, Ostrobramska, Kalwaryjska, Rychwałdzka czy Zabłocka, to jest jedna i ta sama Matka, która jest ciągle z nami we wszystkich dolach i niedolach, nie tylko osobistych, ale i narodowych. Kocha każdego i przyciąga wciąż do Jezusa. Czasem ma oblicze smutne i zatroskane, bo widzi nasze poplątane drogi, oddalanie się od Jej Syna, niewiarę i brak zaufania, a czasem uśmiecha się, gdy widzi nasze nawrócenie i przemianę.
    
    Tak, jak naszej ziemskiej matce powierzaliśmy wszystkie, nawet najintymniejsze sprawy, tajemnice naszego życia, ufaliśmy jej i liczyliśmy na jej pomoc, tak naszej Matce Niebieskiej możemy powierzać wszystkie codzienne sprawy i troski – jak Beata ze wstępu – i nie zawiedziemy się.
    
    Polacy szybko odkryli i zrozumieli tajemnicę orędownictwa Jasnogórskiej Pani. Kiedy przybyła do Polski w ikonie jasnogórskiej, od początku dawała dowody, że chce u nas być i upraszać nam łaski. Ona nie pragnie swojej chwały, zawsze wskazuje na Jezusa i do niego kieruje nasze serca. Mówi wciąż jak w Kanie Galilejskiej: Zróbcie wszystko, co wam powie. Ona sama nas wybrała i stała się naszą Królową.
    
    Dlatego warto spotkać się z Matką, razem z Nią odkrywać miłość Boga w Jej obliczu, w Jej miłości i życzliwości dla każdego z nas. Mamy tę możliwość spotkania Jej w rozpoczynających się nabożeństwach majowych, w nadchodzących nabożeństwach fatimskich czy podejmując nowennę pompejańską. A za otrzymane łaski, wysłuchane modlitwy i prośby dziękujmy szczerze. Człowiek może dziękować słowami, gestami, śpiewem, ofiarowaniem swych trudów, wyrzeczeń i cierpień.
    
    Nasi przodkowie chcieli wyrazić swą wdzięczność i miłość do naszej Królowej przez włożenie korony królewskiej. Taka uroczystość odbyła się na Jasnej Górze po raz pierwszy poza Rzymem, w 1717 roku. Korony przesłał papież Klemens XI, a na koronację przybyło ponad 200 tysięcy pielgrzymów,, co na owe czasy było liczbą niespotykaną.
    
    Niech Maryja staje się Królową naszych serc. Poczujmy przez te dni zbliżającego się miesiąca maja poświęconego naszej Królowej bliskość z Nią, Jej czułość i dobroć jako Matki, która jest najbliżej Jezusa, ale też blisko nas i odpowiada na każde wezwanie.

Zofia Bury
Według definicji przemoc to wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku przyzwolenia ze strony tej osoby na taki wpływ. Wyróżnia się m.in. przemoc fizyczną, psychiczną, ekonomiczną. O zakwalifikowaniu tego działania jako przemocy decyduje negatywny cel i wysokie prawdopodobieństwo negatywnych skutków takiego działania. Przemoc może być skierowana przeciw sobie, innej osobie lub grupie społecznej. Może powodować obrażenia cielesne, śmierć, szkody psychiczne, wady rozwojowe lub brak warunków do normalnego życia i zdrowia. Przemoc psychiczna to wywieranie wpływu na proces myślowy i zachowanie np. przez groźby, straszenie itp.
    
    Jedną z przestrzeni, gdzie dziecko może doświadczyć przemocy, jest Internet. Dosięga to coraz mniejszych dzieci. Narażone one są na sceny przemocy, seksualizacji czy też wulgaryzacji życia poprzez treści gier, filmów, reklam oraz tzw. hejtu. Młodzi ludzie wrzucają do sieci obrazki, które są z pogranicza pornografii. Język, którego używają, jest pełen wulgaryzmów i nienawiści.
  
     Przemoc psychiczna jest wówczas, gdy dziecko odczuwa napięcie związane z lękiem lub stresem, a nie umie sobie poradzić z rozładowaniem tego napięcia. Kieruje wówczas swą agresję przeciwko otoczeniu. Przemoc związana jest także z tzw. hejtem w Internecie. Osoby konstruujące obraźliwe komentarze na portalach społecznościowych przeżywają swoiste napięcie, któremu dają upust w pozornie anonimowy sposób. Takie napięcie nerwowe może być reakcją na hejt skierowany wcześniej do tej osoby. I to takie błędne koło: napięcie, rozładowanie napięcia i chwilowa ulga, i znów agresja rodzi agresję. Hejter zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest sprawcą przemocy, a skutki tej przemocy bywają nieraz dramatyczne.
    
    Współcześnie bardzo dużo mówi się o przemocy w rodzinie. Według ustawy o przeciwdziałaniu tej przemocy,  przemoc w rodzinie to jednorazowe lub powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste osób najbliższych, a także innych osób wspólnie zamieszkujących lub gospodarujących, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą.
    
    Ta obszerna definicja często bywa nadinterpretowana i tak naprawdę skierowana przeciwko dobru dziecka. Mocny akcent kładzie się na niesprawianiu dziecku jakichkolwiek przykrości, które mogłyby być na przykład wynikiem stawiania dziecku wymagań czy karcenia. Za przemoc psychiczną uważa się zawstydzenie, kontrolowanie czy ograniczanie kontaktów. Nie wyobrażam sobie dobrego wychowania dziecka bez stosowania powyższych działań. Prawo nie może naruszać delikatnych relacji, jakie występują miedzy członkami rodziny. Ustawa zbyt głęboko ingeruje w życie rodziny. Zakłada ona między innymi, że przyczyną przemocy są rodzina i tradycja. W niektórych krajach stosowanie tej ustawy doprowadza do masowego odbierania dzieci rodzicom, czyli stosowana jest jeszcze większa przemoc. Jest to w praktyce delegalizacja wychowania dzieci przez rodziców. Złe przepisy trzeba koniecznie zmienić, a rodzice w imię dobra dzieci powinni się tego domagać.
    
    Badania potwierdzają, że głównymi przyczynami przemocy są alkoholizm, rozluźnienie norm moralnych oraz wzrost seksualizacji i przemocy w mediach. Należy więc ograniczyć uzależnienia, wzmocnić rodzinę czy też zwalczać seksualizację wizerunku kobiety w mediach i reklamach.

Zofia Bury
W Internecie krąży rzekoma, dowcipna rozmowa użytkownika sieci z Google. Z tej rozmowy  wynika, że sieć wie o nas – użytkownikach wszystko. Zna nie tylko nasze kontakty, zainteresowania, poglądy, marzenia, choroby, kłopoty zawodowe czy rodzinne, a nawet czy jesteśmy bogaci czy biedni. Ktoś nieobeznany z siecią powie, że to bzdura. Tymczasem nasza aktywność internetowa jest monitorowana przez strony, które odwiedzamy, zwłaszcza przez globalne portale czy popularne serwisy społecznościowe. Chodzi przede wszystkim o cele komercyjne, ale też ideologiczne. Nasze opinie zamieszczane w sieci podlegają przetworzeniu przez zaawansowane algorytmy, które filtrują nasze opinie oraz dostarczane nam treści. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak daleka to jest inwigilacja.

    Lubimy wymieniać się informacjami ze znajomymi na portalach społecznościowych, a te informacje podlegają selekcji przez sieć, a także cenzurze. W tym rzecz, że występuje ona nie tam, gdzie powinna.
    
    Portale społecznościowe zamiast ułatwiać zdobywanie informacji, mogą zawęzić ten kontakt – zamknąć nas w tzw. bańce informacyjnej, ukazując nam wszędzie związane z tym reklamy. Algorytmy dobierające pokazywaną nam zawartość tak samo traktują nasze poglądy polityczne i kierują tylko określone informacje związane z daną ideologią. Zatem użytkownik jest narażony na urabianie poglądów i na podsuwane mu kontakty o podobnych zapatrywaniach. W końcu będzie miał kontakt tylko z osobami i treściami, z którymi się zgadza. Taki użytkownik sieci staje się zamknięty i niezdolny do udziału w debacie publicznej, do wymiany poglądów. Tacy ludzie zaczynają bowiem myśleć, że wszyscy wokół uważają tak samo, jak oni. Stają się przez to bezkrytyczni.
    
    Informacje nam serwowane wprost narzucają swój ideologiczny wzorzec, choć starają się nas przekonywać, że są wiernym odwzorowaniem prawdziwego świata. Serwowane wiadomości są dobierane zgodnie z oczekiwaniami właścicieli danych platform internetowych. Dominującym przekazem tych systemów jest promocja modelu życia konsumpcyjnego i skrajnie skomercjonizowanego.
    
    Google czy Facebook monitorują naszą aktywność internetową, a także naszych znajomych, z którymi się kontaktujemy. Choć są to serwisy bezpłatne, to tak naprawdę informacja o naszych upodobaniach i przekonaniach jest walutą, jaką płacimy za dostęp do nich, bo przecież nie są to organizacje dobroczynne; to biznes i musi zarabiać.
    
    Warto o tym wszystkim wiedzieć, aby nie dać się zamknąć w takiej bańce informacyjnej. Naszym zabezpieczeniem przed tym zamknięciem będzie troska o to, aby nie stać się zależnym od tej technologii. Ograniczenie czasu spędzanego w Internecie jest dla młodych ludzi wielkim wyzwaniem, ale i koniecznością. Sieć winniśmy przeglądać mądrze i świadomie. Często usuwać w przeglądarkach pliki tzw. ciasteczek (coockiens), warto używać oprogramowanie blokujące ciasteczka i reklamy kontekstowe. Używać wyszukiwarek, które nie biorą pod uwagę historii wcześniejszych wyszukiwań i nie zbierają informacji o użytkownikach. Dzięki temu szukając informacji na dany temat, nie otrzymamy informacji instytucji, która zapłaciła za tzw. pozycjonowanie. W różny sposób można redukować ryzyko otrzymywania niepożądanych treści, ale całkowicie nie da się ich wyeliminować.
    
    (Źródło: wywiad Piotra Falkowskiego z Laurence Dierickx, belgijską ekspert ds. mediów i komunikacji w NDz.)

Zofia Bury